Szkice węglem - streszczenie

Rozdział I

„W którym zawieramy znajomość z bohaterami i zaczynamy się spodziewać, że coś więcej nastąpi”

W kancelarii wsi Barania Głowa pracują wójt gminy Franciszek Burak oraz pisarz gminny, pan Zołzikiewicz. Wójt usiłuje napisać „raport”. Chce, by wyręczył go Zołzikiewicz, ten jednak odmawia, pokazując zarazem swoją wyższość nad wójtem.

W końcu wójt kończy pisać. Zołzikiewicz każe mu przeczytać pismo, po czym wyśmiewa to, co napisał wójt, gdyż ten zrobił to bardzo nieskładnie. W końcu pisarz sam redaguje zawiadomienie, czym zyskuje uznanie w oczach wójta.

W zawiadomieniu zawarta została informacja dla wójta gminy Wrzeciądza o zbliżających się spisach wojskowych i konieczności przygotowania metryk oraz zwolnienia ludzi pracujących w tejże gminie na dzień spisu.

Zołzikiewicz zręcznie kieruje rozmowę z wójtem najpierw na jego – nie zawsze podobające się ludności – sprawy, a potem na pijaństwo mieszkańców Baraniej Głowy. Wzbudza w wójcie strach, iż możliwe jest, że nie zostanie on ponownie wybrany na stanowisko. Jednocześnie Zołzikiewicz wspomina o synu wójta, który również może być powołany do wojska. Wójt chce wykupić syna. W tym momencie pan Zołzikiewicz wspomina, że przy okazji spisu wojskowego można by pozbyć się niewygodnych mieszkańców wsi. Sugeruje, iż na miejsce wójtowego syna można umieścić chłopa Rzepę, który wszystkich namawia do pijaństwa. Wójt odmawia, domyślając się, iż pisarzowi chodzi o żonę Rzepy, która mu się podoba. Ponadto Rzepa jest żonaty i ma dziecko – dlatego też nie podlega spisowi. Pisarz konkluduje, iż chłopi są ciemni i nie połapią się, że prawo jest inne.

W drodze do domu pan Zołzikiewicz spotkał ludzi wracających z pracy w polu do domu. Wszyscy oni kłaniali się mu z pozdrowieniem „pochwalony”. Zołzikiewicz jednak nikomu nie odpowiadał, a jedynie kiwał głową. Uważał on, że jako osoba wykształcona nie powinien witać chłopów. Ponadto przeczytał książkę o Izabelli Hiszpańskiej i – jako człowiek wykształcony – przestał wierzyć w Boga.

Zołzikiewicz spotkał także kilka wiejskich dziewcząt. Każdą pocałował, a one później chwaliły go, co sprawiło pisarzowi wielką przyjemność.

Edukacja Zołzikiewicza była „imponująca”. Rozpoczął ją w Osłowicach i doszedł do drugiej klasy. Dalszemu kształceniu przeszkodził wybuch powstania. Zołzikiewicz zajął się więc uwodzeniem wiejskich dziewcząt, co dobrze komponowało się z jego naturą. Lubił też czytać powieści nie najwyższych lotów, które uzupełniały jego edukację.

Zołzikiewicz prowadził bujne i ciekawe życie. Pewnego razu był zmuszony uciekać i przeskoczyć przez bardzo wysoki płot. Niestety jego poświęcenie na niewiele się zdało, gdyż nie udało mu się uniknąć kary cielesnej. Po tym wypadku zaczął się zastanawiać, co jest jego mocną stroną. I tak został pisarzem gminnym.

Idąc przez wieś, Zołzikiewicz usłyszał rozmowę dwóch kobiet, które mówiły o zbliżającym się spisie. Narzekały też na pisarza gminnego, który nie przyjmuje jajek ani kur jak wójt, lecz jedynie pieniądze. Według Zołzikiewicza jajka i kury były łapówkami, dlatego nie zniżał się do tego poziomu i nie przyjmował takich datków. Chciał się wtrącić do rozmowy, jednak przeszkodził mu kuzyn Skorabiewskich, którego Zołzikiewicz nie znosił. Akademik bowiem przy każdej nadarzającej się okazji wyśmiewał się z pisarza i nazywał go głupcem.

Zołzikiewicz udał się do domu Rzepów. Zastał tylko Rzepową. Powiedział jej, że do jej męża jest sprawa z gminy. Kobieta przestraszyła się, a pisarz obiecał wyjaśnić jej wszystko, jeśli tylko go pocałuje. Ta jednak odmówiła. Zołzikiewicz nalegał, zaproponował wreszcie, by Rzepowa odwiedziła go wieczorem w domu. Ponieważ kobieta otwarcie powiedziała „nie”, toteż pisarz spróbował pocałować ją siłą. W końcu oboje upadli na ziemię, a do akcji wkroczył pies Rzepów – Kruczek – który pogryzł Zołzikiewicza dotkliwie w pośladki.

Po tym incydencie pisarz, z obolałym tyłkiem i podartymi spodniami, oddalał się od domu Rzepów, odgrażając się, iż się zemści i że Rzepa pójdzie do wojska. Kobieta przeraziła się taką możliwością.

Rozdział II

„Niektóre inne osoby i przykre widzenia”

Rzepa jest drwalem i pracuje w lesie. Lubi śpiewać podczas pracy. Jest bardzo pracowity. Posiada niewielkie gospodarstwo, które sam obrabia. Ma dobrą i gospodarną żonę oraz rocznego synka. Niestety, Rzepa lubi alkohol, po jego spożyciu bywa agresywny i często wdaje się w bijatyki.

Gdy chłop wraca do domu po pracy, żona opowiada mu o wizycie pisarza i o jego groźbie powołania Rzepy do wojska. Nie mówi nic o zalotach Zołzikiewicza i o incydencie z psem, gdyż boi się, że mąż po pijanemu mógłby zrobić coś pisarzowi i przez to wpakować się w kłopoty.

Rzepa początkowo nie boi się gróźb Zołzikiewicza, ponieważ wie, że – zgodnie z prawem – żonaci nie podlegają spisowi wojskowemu. Żona jednak przypomina Rzepie, że w czasie powstania przewoził dokumenty i że pisarz o tym wie. Wówczas Rzepa zaczyna się obawiać, iż Zołzikiewicz może swoją pogróżkę spełnić. Za namową żony bierze rubla i idzie do niego.

Zołzikiewicz jest kawalerem. Nie ma domu. Zajmuje dwa pokoje w czworakach. W jednym z pokojów nie ma nic, w drugim znajdują się liche sprzęty, a pomieszczenie jest zarówno salonem, jak i sypialnią. Mieszkanie pisarza jest brudne i brzydko umeblowane.

Zołzikiewicz po przygodzie z psem Rzepów leży na łóżku i leczy rany. Czas umila sobie czytaniem książki o Izabelli Hiszpańskiej i wyobrażaniem sobie, iż jest jednym z bohaterów powieści, który wraca poraniony. Królowa chce opatrzyć mu rany, jednak ze względu na to, iż znajdują się one w takim, a nie innym miejscu, nie jest możliwe, aby to uczyniła. Jego rozważania przerywa Rzepa, który przychodzi do Zołzikiewicza wraz z Kruczkiem. Przerażony pisarz, w obawie przed porywczością Rzepy, wyrzuca go wraz z psem za drzwi.

Rozdział III

„Rozmyślania i Eureka”

Rany, jakich doznał Zołzikiewicz, nie goiły się najlepiej, toteż spędził on kilka dni w łóżku, okładając chore miejsca. Czas ten postanowił poświęcić na przemyślenie całej sprawy z Rzepami.

Doszedł do wniosku, że to, co zrobił do tej pory, nie było najmądrzejsze, gdyż Rzepa przecież nie podlegał spisowi wojskowemu. Gdyby pisarz umieścił go na liście, a wyższa instancja sprawdziłaby jego metrykę, Rzepa nie tylko nie poszedłby do wojska, ale jeszcze pisarz mógłby przez to stracić pracę.

Zołzikiewicz nie chciał jednak odpuścić sobie Rzepowej, ponadto zapragnął zemścić się na Rzepie, a także na jego psie, który nieźle go pokiereszował. Niestety pisarz bezskutecznie myślał przez trzy dni i dopiero czwartego dnia nagle wpadł mu do głowy pewien genialny pomysł, który mężczyzna postanowił wprowadzić w życie.

Rozdział IV

„Który by można zatytułować: Zwierz w sieci”

W kilka dni później Rzepa pił razem z wójtem i ławnikiem Gomułą. Rozmawiali na tematy polityczne. Mocno już podpity Rzepa próbował wszcząć bójkę z ławnikiem, jednak wójt go uspokoił. Później rozmowa zeszła na temat lasu. Wójt powiedział Rzepie, że jest planowane rozdzielenie lasu między chłopów. Warunkiem otrzymania swojego kawałka jest podpisanie prośby i ogrodzenie przynależnej części lasu.

Rzepa nie umiał czytać, toteż jak każdy chłop odnosił się niechętnie do wszystkiego, co trzeba było podpisać. Ponadto stwierdził, że na ogrodzenie musiałby wydać zbyt wiele pieniędzy i z takiego kawałka lasu nigdy by mu się te koszty nie zwróciły.

W tym momencie do akcji wkroczył Zołzikiewicz. Zjawił się w karczmie w momencie, gdy Rzepa był już bardzo mocno pijany. Przyniósł dokumenty, mówiąc iż rząd postanowił pokryć chłopom koszta związane ze stawianiem ogrodzenia lasu. Rzepa podpisał potrzebne papiery i dostał od Zołzikiewicza 50 rubli. Papiery podpisali także wszyscy zebrani, a świadkiem był właściciel karczmy – Szmula – który potwierdził, że Rzepa podpisywał wszystko dobrowolnie.

Całą noc spędził Rzepa w karczmie, ponieważ, wkrótce po otrzymaniu pieniędzy i wypiciu jeszcze kilku kieliszków, zasnął. Gdy się obudził, zobaczył, że ma jakieś pieniądze. Zapytał więc karczmarza o to, co zaszło poprzedniego wieczoru. Szmula powiedział mu, że Rzepa zgodził się zostać wpisany na listę zamiast syna wójta i że za to zapłacono mu pieniądze, a Rzepa umowę potwierdził własnoręcznym podpisem.

Rzepa wracał do domu w bardzo smutnym humorze. Był przerażony tym, co się stało. Gdy zobaczyła go żona, zaczęła na niego krzyczeć, lecz zauważyła, że Rzepa jest zmieniony, więc zapytała, co się wydarzyło. Gdy Rzepa opowiedział jej o wydarzeniach ubiegłej nocy, Rzepowa zaczęła lamentować, bo mimo wszystko kochała swojego męża. Sąsiedzi, słysząc jej płacz, myśleli oczywiście, że mąż ją bije.

Rozdział V

„W którym poznajemy ciało prawodawcze Baraniej Głowy i głównych jego przywódców”

W gminie odbywało się posiedzenie sądu. Przybyli wszyscy ławnicy oprócz tych, którzy należeli do szlachty. Ta ostatnia postanowiła bowiem ignorować sprawy gminy, co nazywała ogólnikowo „niewtrącaniem się”.

Sposobem szlachty na załatwianie spraw w gminie według własnego widzimisię było zapraszanie Zołzikiewicza na obiad i wręczanie mu łapówki na pożegnanie. Ten czuł się wyróżniony i w towarzystwie starał się uchodzić za osobą wykształconą, obytą. Robił to bardzo nieudolnie, ponadto nie dostrzegał, że szlachcice nie traktują go jak równego sobie, lecz przebywają z nim pod jednym dachem tylko dlatego, że może im to przynieść korzyść.

Wójt, radny Gomuła i pan Zołzikiewicz cieszyli się dużym posłuchem i właściwie cała rada robiła dokładnie to, co chcieli. Zołzikiewicz nie interesował się sprawami gminy, chyba że wziął łapówkę, wówczas ochoczo orędował za daną sprawą i zabierał głos podczas posiedzenia.

Jednym z tematów omawianych podczas posiedzenia rady była sprawa naprawy gościńca prowadzącego do Osłowic. Większości zebranych pomysł nie przypadł do gustu, ponieważ tańszym rozwiązaniem było jeździć do Osłowic przez łąkę pana Skorabiewskiego. Poprzedniego dnia Zołzikiewicz uczestniczył w obiedzie u tegoż szlachcica i otrzymał odpowiednią gratyfikację za pomyślne dla szlachcica załatwienie sprawy. Pisarz w prostych słowach skwitował sposób myślenia zgromadzonych, toteż w końcu uznano, że droga będzie naprawiana. Tutaj jednak pojawił się problem, ile kto powinien dać na składkę. Z obowiązku płacenia na drogę wyłączyli się wójt i radny Gomuła. Zapytani, dlaczego nie będą solidarnie płacić składki, Gomuła odpowiedział: „A co może my to będziem darmo pieniądze dawać, kiej tego, co wy zapłacita, wystarczy”.

Obrady zakłóciło wtargnięcie dwóch prosiaków, które zanieczyściły pomieszczenie, zanim zebrani zdążyli je usunąć.

Kolejnym tematem było zażalenie pana Środy w sprawie pana Flossa. Woły Środy wlazły na pole Flossa, w wyniku czego zdechły, gdyż rozdęły się po zjedzeniu rosnącej na polu koniczyny. Sprawa została rozsądzona na korzyść Środy, ponieważ uznano, iż wprawdzie jego woły wyrządziły szkodę, lecz gdyby Floss nie hodował koniczyny na swoim polu, to wołom nic by się nie stało.

Za każdą sprawę omawianą na posiedzeniu obie zainteresowane strony musiały wnosić opłaty. Pan Zołzikiewicz księgował jednak tylko połowę wpłaconej kwoty do ksiąg.

Więzienie w Baraniej Głowie mieściło się w chlewie wójta. Były tam cztery oddzielne komórki, w których więźniowie odbywali karę w towarzystwie wójtowych świń. Obecnie w tymże chlewiku odsiadywała wyrok pewna zwaśniona para. Zostali oni skazani na odsiedzenie doby w więzieniu i zapłacenie po rublu kary do gminy za to, że pobili się po tym, jak dziewczyna przyłapała chłopaka na zdradzie.

Gdy obrady miały się ku końcowi, do sali wszedł Rzepa, jego żona i pies. Rzepa zaczął przedstawiać swoją sprawę, lecz Rzepowa mu przerwała i sama dokończyła opowieść. Powiedziała, że nawet jeśli kto przestępstwo popełni po pijanemu, to jest ono inaczej osądzane. Wspomniała także, że Rzepa zabije ją i dziecko, a dom spali, ale do wojska nie pójdzie.

Początkowo sala była po stronie Rzepy, jednak po wystąpieniu pana Zołzikiewicza wszyscy stwierdzili, że w tej sytuacji nic nie można zrobić, a Rzepa sam jest sobie winny. Uznano również, iż mężczyzna groził żonie śmiercią, za co należy mu się kara. Tak więc chłop trafił na dwa dni do więzienia oraz dostał grzywnę w wysokości siedmiu rubli.

Ławnicy żartowali sobie, że na czas swojego pobytu w wojsku Rzepa powinien przyjąć parobka, który robiłby za niego w polu i zajął się żoną. Jeden z ławników, który nie był z Baraniej Głowy, ujął się za Rzepową i powiedział, że gdyby szlachta nie była taka bierna, to nie dochodziłoby do podobnych incydentów.

Rozdział VI

„Imogena”

Dzięki temu, że wójt wpisał Rzepę na listę zamiast syna, zaoszczędził mnóstwo pieniędzy. Wykupując go z wojska, musiałby zapłacić osiemset rubli, w tej sytuacji kosztowało go to zaledwie pięćdziesiąt rubli, które dał Rzepie i dwadzieścia pięć dla pana Zołzikiewicza. Pisarz nie chciał na sprawie zarabiać, ale potrzebował tych pieniędzy, by spłacić dług u krawca. Bardzo starannie dobierał bowiem swoją garderobę. Było to tym ważniejsze, że pisarz gminny miał nadzieję na zdobycie względów panny Skorabiewskiej. Co do Rzepowej – chodziło mu jedynie o zabawę, ponadto fakt, iż zwykła chłopka opierała mu się, jeszcze bardziej zachęcał go do działania. Chciał też zemścić się za to, iż został pogryziony przez Kruczka.

Zołzikiewicz często rozmyślał o pannie Jadwidze. Grał na harmonijce i wyśpiewywał smutne piosenki. Wyobrażał sobie także, iż jest Serranem, panna Skorabiewska zaś Izabellą. Pewnego razu posunął się nawet do tego, że całował suszące się na sznurku sukienki panienki. Incydent ten widziała służąca i rozgadała wszystkim, że pisarz wycierał nos w ubrania jej pani, ale nikt w to nie uwierzył. Pan Zołzikiewicz żył w przeświadczeniu, że pewnego dnia podczas obiadu panna Jadwiga nadepnie go pod stołem. Wyobrażał sobie także, że w przyszłości zostanie podrewizorem albo nawet rewizorem i wówczas jego szanse u panny Skrobaniewskiej wzrosną.

Rzepowa postanowiła szukać ratunku u księdza. Wybrała się więc na mszę. Nie rozumiała nic z kazania, bo ksiądz mówił o Rousseau, Wolterze i katarach, ale uznała, że z całą pewnością jest to coś dobrego. Po mszy udała się na rozmowę z księdzem Czyżykiem. Gdy przedstawiła mu całą sprawę, ten polecił, by wszystkie swoje troski powierzyła Bogu. Powiedział także, że dobrze się stało, iż Bóg pozwoli jej mężowi odpokutować za grzech pijaństwa. Rzepowa była wstrząśnięta tymi słowami i ledwie powstrzymywała łzy.

Rozdział VII

„Imogena”

Panna Jadwiga spacerowała po wsi ze swoim kuzynem, Wiktorem. Rozmawiali o literaturze i poezji. Ich wygląd, strój, a także mowa odróżniały się od wszystkiego, co wiejskie. Panna Jadwiga flirtowała ze swoim kuzynem i bardzo podobała jej się jego reakcja. Spacerującą parę dostrzegł pan Zołzikiewicz, który obserwował młodych z pewnej odległości. Gdy Jadwiga i Wiktor dotarli do starej ochronki, panienka powiedziała, że miejsce to jest najbardziej romantyczne w całej Baraniej Głowie. Kiedyś uczyły się tu dzieci, lecz teraz czasy się zmieniły i jest tu przechowywana wódka. Jadwiga nadmieniła również, iż szlachta stara się unikać kontaktu z chłopami.

Rzepowa siedziała w zamyśleniu przed swoim domem i nawet nie zauważyła nadchodzącej panienki i jej towarzysza. Gdy dziewczyna powiedziała jej „dzień dobry”, kobieta postanowiła prosić ją o pomoc. Rzuciła się dziewczynie do nóg i opowiedziała całą historię. Jadwiga odparła, że szlachta teraz nie wmiesza się w sprawy wsi, więc nic nie może poradzić, chociaż możliwe, że jej ojciec mógłby coś w tej sprawie zrobić. Po tym incydencie dziewczyna posmutniała. Wiktor wrócił do tematu literatury i zręcznie odsunął smutne myśli od swojej kuzynki.

Tymczasem Rzepowa postanowiła udać się do dworu i tam szukać ratunku dla siebie i swojego męża.

Rozdział VIII

„Imogena”

Rzepowa wybrała się na dwór. Zabrała ze sobą swojego synka. Była to pora picia kawy. Gośćmi Skorabiewskich byli: rewizor, ksiądz Czyżyk oraz ksiądz Dziekan Ulanowski. Goście zajmowali się rozmową, w której rewizor wyśmiewał opowieść księdza dziekana.

Gdy Rzepowa przywitała się, pan Skorabiewski był bardzo niezadowolony z jej widoku. Stwierdził, że przeszkadza mu w gościnie. Rzepowa postanowiła zaczekać, aż goście się rozejdą. Długie czekanie wydawało jej się czymś normalnym. Choć robiło się coraz później, kobieta była już głodna, nie czuła się zbyt dobrze, a i dziecko nie wyglądało najlepiej, nie zrezygnowała. Gdy zaczęło się ściemniać, goście wreszcie się rozeszli. Pan Skorabiewski nie miał dla kobiety zbyt dużo czasu. Po wysłuchaniu jej stwierdził, iż niczego nie może dla niej zrobić, ponieważ chłopi są dla niego tylko sąsiadami. Szlachta nie wtrąca się w ich sprawy. Poradził, by kobieta udała się o pomoc do naczelnika. Kobieta podziękowała mu za wszystko i rzuciła mu się do nóg.

Rozdział IX

„Imogena”

Tymczasem Rzepa wyszedł z więzienia. Pierwsze swoje kroki skierował do karczmy, a później udał się do pana Skorabiewskiego. Ten powtórzył mu to samo, co powiedział jego żonie. Rzepa był natarczywy i zły na szlachcica, ponieważ nie uzyskał od niego żadnej pomocy. Gdy wrócił do domu, opowiedział o wszystkim żonie. Ta poradziła, iż lepiej będzie, gdy sama uda się do naczelnika.

Rzepa sam chciał pójść do naczelnika, ale ciągle pił, toteż Rzepowa zabrała synka i pieszo udała się do Osłowic. Miała do przebycia bardzo długą drogę i liczyła na to, że może ktoś ją podwiezie. Spotkała wprawdzie po drodze Herszka, ale ten chciał od niej złotego za pomoc, kobieta miała przy sobie tylko jednego czeskiego, toteż musiała dalej iść pieszo. Gdy weszła do miasteczka, zobaczyła żebraka, chciała dać mu jałmużnę, jednakże poprosiła, by ten wydał jej resztę, ponieważ nie chciała wydać wszystkiego, co miała przy sobie. Żebrak żachnął się na nią i Rzepowa dała mu całego czeskiego.

Kobieta czuła się w mieście bardzo niepewnie. Długo błądziła i pytała o drogę, zanim wreszcie znalazła odpowiedni budynek. Była przytłoczona wielkością gmachu i ilością pokoi. Nie potrafiła przeczytać tabliczek, które wisiały na drzwiach, toteż wybrała pierwsze lepsze. Było to duże pomieszczenie, gdzie pracowało wiele osób, ludzie płacili i odchodzili z kwitkami. Nikt nie zwracał na Rzepową uwagi, w końcu, po godzinie czekania, kobieta odważyła się podejść do jednego z urzędników i zapytać o naczelnika. Nieuprzejmy człowiek powiedział jej, że to kasa. Gdy kobieta nie dawała za wygraną i dopytywała się o naczelnika, ten pokazał jej drzwi prowadzące na korytarz.

Rzepowa znalazła się więc z powrotem na korytarzu, po którym kręciło się wielu ludzi. Najpierw zapytała jakiegoś chłopa, gdzie znajdzie naczelnika, ale ten nie wiedział. Później kobieta weszła do przypadkowego pokoju. Nie umiała czytać, nie wiedziała więc, że to pomieszczenie, gdzie mogą przebywać jedynie pracownicy. Śpiący na ławce człowiek, którego obudziła, przepędził i poszturchał ją trochę.

Zrezygnowana usiadła na korytarzu. Pomyślała, że w końcu może ktoś ją zauważy i pomoże jej. W pewnym momencie na korytarz wyszedł szlachcic, którego znała z kościoła. Mężczyzna powiedział jej, gdzie znajduje się biuro naczelnika. Poradził też, aby usiadła przed drzwiami i zaczekała, bo naczelnik jest teraz zajęty. Rzepowa bardzo się ucieszyła. Pomyślała, że najwięcej pomocy można uzyskać od szlachty.

Po długim oczekiwaniu wreszcie pojawił się naczelnik. Padła mu do nóg. Urzędnik chciał jej wysłuchać, ale kobieta z przejęcia mówiła nieskładnie i właściwie nie wiadomo było, o co chodzi. Naczelnik uznał, że kobieta jest pijana, a szkoda, bo jest ładna. Polecił jej, by swoją sprawę przedstawiła gminie, która następnie może go z nią zapoznać. Później odszedł, gdyż miał wiele spraw na głowie.

Kobieta długo jeszcze siedziała na korytarzu. W końcu jej dziecko zaczęło płakać i postanowiła wrócić do domu. Idąc drogą, widziała nadchodzącą burzę. Była bardzo smutna. W ciszy przeżywała swoje cierpienie.

Rzepowa była bardzo zmęczona drogą. W pewnym momencie z naprzeciwka nadszedł pijany chłop. Usiłował ją złapać, więc kobieta zaczęła uciekać. Chłop nie gonił jej, ale rzucał za nią kamieniami. Jeden z nich trafił ją w głowę i kobieta zaczęła krwawić. Gdy doszła do krzyża, straciła przytomność. Obudził ją warkot nadjeżdżającego samochodu. Jechali nim pan Ościerzyński i guwernantka z dworu. Ościerzyński zawołał „Siadajcie” i Rzepowa myślała, że mężczyzna chce ją podwieźć. Gdy wstawała, ten dodał: „Ale na ziemi kobieto”, a guwernantka zaczęła się śmiać. Samochód odjechał.

Rzepowa ruszyła w dalszą drogę. Burza rozszalała się na dobre. Jeden z piorunów uderzył tak blisko, że kobieta poczuła zapach siarki. Starała się ochronić dziecko. Owinęła je w chustkę. Na szczęście do domu wracał też Herszek, który pomógł kobiecie.

Rozdział X

„Zwycięstwo geniuszu”

Po tej przygodzie Rzepowa leżała w łóżku przez dwa dni. Zachorował także jej synek. Na szczęście chorobę udało się wyleczyć ludowymi sposobami.

Rzepa był zły na żonę. Krzyczał, że przez swoje pomysły może zrobić krzywdę dziecku. Potem przepraszał ją. Poszedł nawet do spowiedzi, ale ksiądz nie dał mu od razu rozgrzeszenia, każąc mu przyjść następnego dnia. Rzepa jednak zamiast iść do księdza, udał się do karczmy. Po pijanemu wygrażał się Bogu. Powiedział, że sprzeda duszę diabłu. Ludzie zaczęli go unikać. Coraz częściej pojawiały się głosy, iż wójt i Zołzikiewicz mają rację, że chcą się pozbyć Rzepy ze wsi.

Ponieważ studnia Rzepów wyschła, Rzepowa musiała chodzić po wodę aż do karczmy. Po drodze słyszała niepochlebne słowa na swój temat. Któregoś razu spotkała Szmula. Ten zapytał ją, co zrobiła, by załatwić sprawę swojego męża. Kobieta powiedziała, że była już wszędzie. Szmul poradził jej, że najłatwiej byłoby zniszczyć papier, który podpisał po pijanemu jej mąż. Dokument ten znajduje się u pisarza, który mógłby go podrzeć, gdyby tylko Rzepowa odpowiednio go o to poprosiła.

Wieczorem Rzepowa udała się do domu Zołzikiewicza. Ten leżał właśnie na łóżku i czytał książkę. Gdy zobaczył Rzepową, bardzo się ucieszył. Kobieta była przerażona. Zołzikiewicz objął ją i zdmuchnął świeczkę. Kobieta rzekła tylko, że ma się dziać wola nieba.

Rozdział XI

„Skończona niedola”

Rzepowa wróciła do domu w nocy. Mąż czekał na nią. Kobieta rzuciła mu się do nóg i prosiła o wybaczenie. Powiedziała, że zrobiła to dla niego, by zdobyć papier, jednak Zołzikiewicz ją oszukał i gdy dostał to, co chciał, wygnał ją. Prosiła męża o litość.

Gniew Rzepy był jednak nieprzejednany. Odrąbał żonie głowę, a gdy już nie żyła, uderzył siekierą jej ciało jeszcze kilkakrotnie. Później wyszedł z domu i podpalił dwór.

Epilog

Prawda była taka, że Rzepy nie wzięto by do wojska i Zołzikiewicz dobrze o tym wiedział. Przypuszczał on jednak, że zanim wszyscy się zorientują, że to pomyłka, do tego czasu Rzepowa zostanie już jego kochanką, a o nic więcej mu nie chodziło.

Rzepa zaś po podpaleniu dworu chciał dokonać zemsty także na pisarzu, lecz pożar obudził wszystkich mieszkańców.

Zołzikiewicz dalej jest pisarzem w Baraniej Głowie. Czyta powieści. Marzy, by zostać sędzią oraz o tym, by panna Jadwiga uścisnęła pod stołem jego dłoń.

Polecamy również:

  • Szkice węglem - plan wydarzeń

    1. Przygotowania do spisu wojskowego w Baraniej Głowie 2. Pomysł Zołzikiewicza, by pozbyć się Rzepy ze wsi 3. Spotkanie Zołzikiewicza z Rzepową i interwencja Kruczka Więcej »

  • Szkice węglem - opracowanie (geneza, czas i miejsce akcji, motywy)

    „Szkice węglem” zostały napisane w Kalifornii. Głównym aspektem, na który Sienkiewicz chciał zwrócić uwagę, była tragiczna sytuacja chłopów i łapówkarstwo wszechobecne na polskiej prowincji. Po raz pierwszy nowela ukazała się drukiem w roku 1877 w „Gazecie... Więcej »

  • Szkice węglem - bohaterowie

    Rzepa - chłop mieszkający we wsi, gospodarujący na trzech morgach ziemi. Z zawodu drwal. Pracowity i silny. Ma ładny głos i chętnie śpiewa podczas pracy. Jego wadą jest skłonność do wódki i zbyt porywczy charakter, szczególnie, gdy Rzepa jest nietrzeźwy. Kocha swoją żonę, lecz zdarza mu się ją uderzyć... Więcej »

  • Szkice węglem - problematyka

    „Szkice węglem” Henryk Sienkiewicz napisał w roku 1876 r. w czasie pobytu w Ameryce. Utwór ten jest dosyć nietypowy, na co wskazuje już sam tytuł. Jego konstrukcja zbliżona jest właśnie do szkicu – tekstu prozatorskiego służącego analizie sytuacji społecznej, cechującego się fragmentaryczną... Więcej »

Komentarze (0)
Wynik działania 5 + 5 =
  • Najnowsze
  • Losowe
Ostatnio komentowane
zajefajne
• 2024-06-12 14:00:02
q
• 2024-06-10 20:15:55
ok
• 2024-06-05 13:52:17
nadal nie umiem tego napisać
• 2024-06-04 10:48:42
Mógłby być jeszcze do tego cały utwór napisany.
• 2024-06-03 19:41:43