„Dym” - geneza
„Dym” Marii Konopnickiej po raz pierwszy opublikowany został w 1893 r. Twórczości autorki właściwa była olbrzymia wrażliwość na problemy ludzi najbiedniejszych. Swoimi dziełami jedna z najwybitniejszych reprezentantek polskiego pozytywizmu starała się budzić współczucie i zrozumienie dla tych, których życie było droga trudną i wyboistą. Konopnicka próbowała pokazywać czytelnikom, iż często praca ponad siły, ubóstwo, brak wykształcenia itp. mogą prowadzić do tragedii.
Początkowo nowelistyka Konopnickiej zbliżona była do twórczości Elizy Orzeszkowej oraz Bolesława Prusa. W „Dymie” widać już jednak kilka rozwiązań charakterystycznych dla autorki „Roty”. Przede wszystkim jest to utwór bardzo mocno naznaczony emocjami oraz zawierający nieco liryczne opisy.
„Dym” - czas i miejsce akcji
Miejscem akcji „Dymu” jest bliżej nieokreślone miasto (bądź miasteczko), w którym znajduje się fabryka. Większość opisywanych wydarzeń rozgrywa się w niewielkim pokoiku zamieszkanym przez starą kobietę i jej syna. Niesprecyzowany został również czas akcji nowelki – najpewniej jest to II połowa XIX stulecia, okres doskonale znany autorce.
„Dym” - bohaterowie
Dym – tytułowym bohaterem noweli Marii Konopnickiej jest, poddany zabiegowi animizacji, dym. Kiedy Marcyś pracuje, jego matka przygląda się ciemnym smugom wydostającym się z fabrycznego komina. Dla niej nie jest to zwyczajne zjawisko – kobieta dostrzega w dymie rozmaite kształty, niby znaki od syna, że wszystko dobrze się układa; również on obserwuje niewielką smużkę unoszącą się nad ich domkiem. Od momentu, gdy Marcyś ginie w wypadku, dym staje się dla jego matki czymś więcej – obserwując go, za każdym razem widzi sylwetkę syna i wyciąga do niego ręce.
Opisy dymu zawarte utworze Konopnickiej podkreślają jego autonomiczność, siłę oraz plastyczność.
Stara kobieta – wraz z synem mieszka ona na poddaszu. Narrator informuje, iż jest wdową, a młody Marcyś to ostatnia bliska jej osoba. Jej życie przepełnia troska o syna. Chętnie oddaje mu ona swoje porcje jedzenia, wciąż obserwuje dym, by widzieć, czy pracuje i dobrze sobie radzi. Niemal wszystkie dni upływały jej w podobny sposób: wstawała przed synem, gotowała mu polewkę, budziła do pracy, następnie sprzątała i gotowała obiad, by później ponownie zając się pracami domowymi (np. cerowanie ubrań syna) i przyrządzaniem dla niego posiłku. Zmieniał był tylko dym, układający się w różne kształty.
Dla matki Marcysia bardzo ważna jest wiara. Wciąż powtarza dziecku, by mówiło pacierz i jadło „na chwałę Panu”. Religia dawała jej poczucie bezpieczeństwa i sensu, które tak ważne było dla niemal samotnej wdowy (Marcyś pracował całymi dniami).
Kobieta darzy syna szczególną miłością. Zawsze gotowa jest oddać mu swoją porcję jedzenia udając, że jej nie smakuje albo nie jest głodna. Kiedy nadchodzi pora wyjścia Marcysia do fabryki, nie ma serca budzić przemęczonego syna, doskonale zdając sobie sprawę z jego zmęczenia. Szczególnie poruszająca jest scena, w której uspokaja Marcysia, aby nie lękał się koszmarnego snu. Mówi wtedy do niego: „Albo to na to ten Pan Bóg miłosierny pioruny w niebie chowa, żeby zaś nimi wdowie niebogiej jedynego synaczka ubijać?”.
Kiedy syn ginie w wypadku, życie kobiety staje się puste i pełne smutku. Samotność pozwala przezwyciężać jej wyłącznie często przypominający sylwetkę dziecka dym.
Marcyś – to młody, wysoki, smukły i gibki chłopak noszący granatową bluzę spiętą pasem. Był on kotłowym w pobliskiej fabryce, swoją pracę traktował bardzo poważnie, zawsze się do niej przykładając. Pomimo zmęczenia, potrafił czerpać z niej radość i dumę. W domu pojawiał się rzadko – głównie na obiad i na noc.
Najbliższą mu osobą była matka. Nawet ciężko pracując, nierzadko spoglądał na komin, by upewnić się, wszystko u matki w porządku. Chociaż ich relacje były ograniczone przez brak czasu, Marcyś bardzo kochał mamę. Poranek, który poprzedzał katastrofalny dzień, udało im się naprawdę miło spędzić, wspólnie śmiejąc się i radując.
Ukojenie po ciężkim koszmarze Marcyś znajduje właśnie u ramionach matki, która potrafi pocieszyć go jak nikt inny – dzięki niej wierzy, że nic złego nie może mu się przytrafić. Gotowane przez nią obiady zawsze smakują Marcysiowi, zaś matka cieszy się, kiedy jej syn je z apetytem.