Zbrodnia i kara - streszczenie

CZĘŚĆ PIERWSZA

I

Akcja powieści Fiodora Dostojewskiego rozpoczyna się w upalny lipcowy wieczór. Ze swojego nędznego sublokatorskiego mieszkania znajdującego się przy uliczce S-kiej, wyszedł młody człowiek, który skierował się w stronę mostu K-go. W jego życiu ostatnio nie układało się najlepiej – miał problemy finansowe i nie mógł spłacić właścicielki lokum przezeń zajmowanego. Niewątpliwie wpływało to negatywnie na samopoczucie młodzieńca, przemierzającego Petersburg i zastanawiającego się, czy jest w stanie „to” zrobić.

W czasie swojej wyprawy bohater spotkał pijaka, który zwrócił uwagę na jego charakterystyczny zimmermanowski kapelusz (znoszony i bardzo zniszczony). Wtedy uświadomił sobie, że lepiej dla jego planu będzie, jeśli zrezygnuje z tak charakterystycznych elementów garderoby. Młodzieniec szedł niemal mechanicznie, ponieważ doskonale znał drogę do celu swej przechadzki – wszak bywał tam wielokrotnie. Niebawem stanął pod wielką kamienicą zajmowaną głównie przez rękodzielników, krawców, drobnych urzędników, prostytutki i Niemców. Stopniowo zaczęło ogarniać go coraz większe zdenerwowanie, ale postanowił doprowadzić plan do końca. Niezauważony wszedł na czwarte piętro i zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu niewielka staruszka o siwych włosach, która wpuściła go do mieszkania.

Młodzieniec przedstawił się jako Raskolnikow (nazwisko to pada tutaj po raz pierwszy w utworze). Niebawem dostał się do pokoju, dokładnie mu się przyjrzał. W końcu wyjawił Alonie Iwanownej (tak nazywała się staruszka) cel swojej wizyty – przyniósł zastaw, stary zegarek z globusem na kopercie i stalowym łańcuszkiem. Lichwiarka łapczywie wzięła do rąk przedmiot i przypomniała bohaterowi o pierścionku jego siostry, który już u niej zostawił. Po negocjacjach wyceniła zagarek na rubla i piętnaście kopiejek. Kobieta wyszła do drugiego pokoju, a młody mężczyzna nasłuchiwał dokładnie, gdzie trzyma pieniądze. Wkrótce powróciła i dała mu rzeczoną kwotę. Zaznaczył on jeszcze, że wkrótce przyjdzie do niej ze srebrną papierośnicą, po czym wyszedł.

Gdy bohater był już na ulicy, zaczął się zastanawiać, jak mógł ułożyć tak plugawy plan. By sobie nieco ulżyć, wszedł do pobliskiego baru, gdzie zamówił piwo. Tam spotkał alkoholika przypominającego wyglądem emerytowanego urzędnika.

II

Spotkany przez Raskolnikowa mężczyzna – radca tytularny Marmieładow – zaczął opowiadać mu górnolotnym językiem o swoim życiu. Jego żona – Katarzyna Iwanowa –  cierpiała z powodu gruźlicy, a on sam nie był w stanie zarabiać pieniędzy, gdyż znajdował się w szponach nałogu. Jedyną osobą utrzymującą dom była córka Sonia trudniąca się prostytucją. Później dodał, że alkohol pije nie dlatego, by uciec od ciężkiego życia, ale żeby pamiętać – aby jeszcze mocniej móc odczuwać cierpienie. Przybliżył Raskolnikowi także losy córki, która wyrobiła nawet „żółtą kartę”, przez co nie mogła mieszkać już z rodziną (nie zgadzali się na to sąsiedzi). Dzięki jej pieniądzom wiodło się im lepiej, ale Marmiaładow nie złożył broni i także starał się zarabiać. Raz przyniósł nawet do domu nietkniętą wypłatę, lecz już wkrótce zaczął ją podkradać na alkohol. Tego wieczora ruble dostał od Soni. Wszyscy zaczęli śmiać się z mężczyzny, a ten, po wygłoszeniu przemowy o Sądzie Ostatecznym, poprosił bohatera, by zaprowadził go do żony.

Mieszkaniem rodziny Marmieładowa był pokój przechodni. Żył on na tej niewielkiej przestrzeni wraz z żoną oraz trójką dzieci. Zewsząd do uszu Raskolnikowa dobiegały odgłosy pijaństwa oraz przekleństwa. Były urzędnik wepchnął studenta do swojego mieszkania, a Katarzyna nie zwróciła na niego uwagi (myślała, że to po prostu ktoś zmierzający do następnych pokojów). Wtedy rozpoczęła się awantura. Kobieta wyrzucała mężowi pijaństwo i kradzież. Nieprzychylne słowa usłyszał także główny bohater, który wygrzebał z kieszeni kilka drobnych monet, położył je na parapecie i wyszedł.

III

Następnego dnia Raskolnikow obudził się późno. Do jego pokoju weszła Anastazja – kucharka i gospodyni właścicielki jego mieszkania. Przyniosła nieco herbaty, barszczu oraz list. Przekazała mu także nie najlepszą wiadomość – wkrótce jego zaległości z czynszem miały znaleźć swój finał na policji.

Korespondencja nadana została przez matkę. Długi list zawierał znaczną ilość wyrazów miłości, ale jego najważniejszym punktem było opisanie zmian w życiu Duni – siostry Raskolnikowa. Kiedyś pracowała ona u Swidrygajłowa. Mężczyzna ten nie stronił od alkoholu, a po spożyciu trunków stawał się grubiański. Na skutek jego zachowania Marfa Pietrowna (żona Swidrygajłowa) oskarżyła Dunię o rozwiązłość i wypędziła ją ze swego majątku. Przez długi czas Pulcheria i jej córka musiały żyć na uboczu społeczeństwa, nie mogąc nawet pojawić się w cerkwi. Dopiero po pewnym czasie wyszło na jaw, iż młoda kobieta jest niewinna (prawdę wyjawił skruszony Swidrygajłow). Wtedy uwagę na siostrę głównego bohatera zwrócił Piotr Pietrowiczem Łużynem – czterdziestopięcioletni mężczyzna, krewny Pietrownej i adwokat. Wkrótce miał się on udać się do Petersburga,  gdzie chciał otworzyć poradnię oraz poznać Raskolnikowa.

Zdaniem matki głównego bohatera ślub Duni z Łużynem otwierał przed ich rodziną wielkie perspektywy. Rodion nie podzielał jednak jej entuzjazmu, a list tak go zdenerwował, że musiał wyjść na spacer.

IV

Raskolnikow był przekonany, iż matka chce poświęcić szczęście córki dla jego dobra. Gdy przechadzał się po mieście, zapragnął usiąść na jednej z pustych ławek. Jednakże uprzedziła go około piętnastoletnia i kompletnie pijana dziewczyna. Wkrótce bohater zobaczył podążającego za nią mężczyznę. Domyśliwszy się planów owego jegomościa, doskoczył do niego i począł okładać pięściami. Sytuację tę załagodził policjant, którego bohater poprosił później o odprowadzenie dziewczyny do domu. Było to jednak niemożliwe, gdyż nie potrafiła ona podać im swojego adresu. Wkrótce wstała i poszła przed siebie. Za nią ruszyli tajemniczy mężczyzna oraz policjant.

Zdenerwowany Raskolnikow podjął decyzję o odwiedzeniu swego przyjaciela Dymitra Razumichina, który przez brak pieniędzy musiał opuścić uniwersytet.

V

Główny bohater nie dotarł do towarzysza. W drodze uświadomił sobie, że musi się „tym” zająć. Przecież koniecznością było niedopuszczenie do małżeństwa siostry z Łużynem. Wstąpił jeszcze do jednej z jadłodajni, by napić się wódki i coś zjeść. Gdy stamtąd wyszedł, zasnął w krzakach na Wyspie Pietrowskiej. Wtedy nawiedził go straszny sen.

Raskolnikow ponownie miał siedem lat. Wraz z ojcem miał udać się na groby babki oraz jego sześciomiesięcznego brata. Nagle znaleźli się obok baru – miejsca przerażającego młodego chłopca. Wkrótce jego uwagę zwrócił wóz do przewożenia beczek, do którego zaprzęgnięta była niewielka kobyłka. Później z szynku wyszli zgromadzeni tam ludzie, a właściciel konia zaproponował im podwózkę. Szybko zaczął zachowywać się agresywnie, bardzo mocno bijąc klacz i zachęcając do tego innych. Chłopiec zaczął płakać nad losem konia i nie pozwolił ojcu odciągnąć się na bok, podbiegł bliżej. Nikt nie był w stanie powstrzymać agresywnego mężczyzny, który coraz mocniej okładał biedne zwierzę. Młody Raskolnikow próbował je głaskać, chociaż do oczu napływały mu łzy. W końcu Mikołko wziął hołoblę (jeden z dyszli) i rzucił nim w konia, a ten upadł na zad. Zaczęto okładać go jeszcze bardziej, czyniąc mu olbrzymią krzywdę. Wkrótce klacz umarła, a będący jeszcze dzieckiem Rodion, podbiegł do niej i zaczął ją całować. W Mikołkę rzucał pestkami, lecz ojciec odciągnął go od miejsca wydarzenia (ludzie zaczęli krzyczeć na sadystycznego właściciela konia).

Gdy główny bohater się obudził, jego nastrój był fatalny. Postanowił udać się do mieszkania, po drodze spotkał Lizawietę Iwanowną – młodszą siostrę Alony Iwanownej. Dowiedział się od niej, iż o 19 będzie musiała pójść dopiąć jakieś interesy lichwiarki.

VI

Raskolnikow przypominał sobie swoje wizyty u lichwiarki – już od pierwszej czuł do kobiety wielką niechęć, którą ugruntowała wizyta w traktierni. Udało mu się tam podsłuchać ludzi rozmawiających o Alonie. Dowiedział się, że była wdową po urzędniku i miała wielką ilość pieniędzy. W dodatku bardzo źle traktowała swą siostrę, Lizawietę. W testamencie nie zapisała jej żadnych pieniędzy, chociaż młodsza kobieta oddawała jej cały swój zarobek. Najprawdopodobniej majątek Iwanownej miał zostać przekazany na monastyr, by zapewnić spokój jej duszy. Rozmówców zastanawiał także fakt częstego zachodzenia w ciążę samotnej Lizawiety. Właśnie wtedy w głowie Raskolnikowa narodził się plan zamordowania lichwiarki, za której pieniądze można byłoby wesprzeć wielu ludzi.

Następnego dnia główny bohater wstał z łóżka dopiero pod wieczór. Założył płaszcz z pętlą przygotowaną na siekierę oraz przygotował deseczkę – atrapę papierośnicy mającą odwrócić uwagę lichwiarki. Zastanawiał się jeszcze nad wykrywalnością przestępstw i uświadomił sobie, że najprawdopodobniej dzieje się tak, ponieważ mordercy zachowują się zbyt nierozsądnie.

Raskolnik wykradł siekierę z magazynu. Po pokonaniu siedmiuset trzydziestu kroków wszedł do kamienicy zamieszkanej przez lichwiarkę i stanął u jej drzwi. Kobieta wpuściła go i zajęła się rozsupływaniem węzła zabezpieczającego deseczkę – papierośnicę. Wtedy główny bohater zadał jej kilka ciosów siekierą w ciemię. Iwanowna padła na ziemię, a student wyciągnął z jej kieszeni klucze i udał się do drugiego pokoju.

Zaczął sobie jednak wyobrażać, że kobieta wciąż żyje, powrócił więc do kuchni, by ją dobić. Ta leżała bez ruchu. Uwagę Raskolnikowa zwrócił woreczek wiszący u jej szyi (był on wypchany pieniędzmi). Zaczął przeszukiwać szafę lichwiarki, z której wyciągnął sporo cennych przedmiotów, włożył je sobie do kieszeni. Nagle usłyszał hałas – to Liziawieta wróciła do domu. Nie zastanawiając się długo, także ją zabił celnym ciosem siekierą. Wtedy zorientował się, że drzwi do pokoju były otwarte. Zaczęła ogarniać go panika. Posłyszał jakieś sapanie na schodach i szybko zamknął drzwi na rygiel. Wkrótce do mieszkania zaczęli się dobijać jacyś mężczyźni. Zorientowali się, że drzwi są zamknięte, więc mogło stać się coś złego. Niebawem obaj udali się na policję, a Raskolnikow, zatarłszy z grubsza ślady morderstwa, postanowił jak najszybciej opuścić mieszkanie lichwiarki. Najpierw ukrył się na wyższym piętrze, lecz nie mógł znieść napięcia i pędem zbiegł po schodach, spotykając na nich wracających mężczyzn.

Główny bohater był niemal nieprzytomny. Umytą siekierę oddał stróżowi i udał się do swojego mieszkania, gdzie bezwładnie padł na łóżko.

CZĘŚĆ DRUGA

I

Raskolnikow nie mógł spać. Wciąż lękał się tego, iż zostanie zdemaskowany. Usunął wszelkie ślady (obciął nogawki spodni, gdyż myślał, że widać na nich krew) i próbował zasnąć. Rankiem dostał wezwanie na policję. Ze stróżami prawa spotkał się w południe. Jak się okazało, przyczyną wezwania był niezapłacony weksel. Główny bohater był w fatalnym stanie, prawie nie rozumiał kierowanych do niego słów. W końcu podpisał nakaz zobowiązujący go do spłaty wekslu. Usłyszał, jak funkcjonariusze rozmawiają o morderstwie lichwiarki. Komisarz Fromicz zapytał go jeszcze, co robił poprzedniego wieczora, a młody mężczyzna odrzekł, że spacerował. Policjant zdziwił się, iż wyraźnie chory Raskolnikow spaceruje wieczorami po Petersburgu. Wtedy w umyśle młodzieńca poczęły rodzić się poważne obawy – czyżby sam skierował na siebie podejrzenia?

II

Rodion powrócił do mieszkania i wyciągnął zza tapety skradzione przedmioty, które ukrył następnie pod głazem obok alei W-wskiej. Udał się do Razumichina. Jego przyjaciel zajmował się tłumaczeniem tekstów z języka niemieckiego i chciał zatrudnić go do pomocy, oferując nawet 3 ruble zadatku. Jednak Raskolnikow odmówił, co rozgniewało mężczyznę.

Ledwo dotarł do mieszkania. Po drodze o mało co nie potrąciły go konie, a ludzie brali go za pijaka bądź żebraka (jedna kobieta wsunęła mu nawet w dłoń rubla). Zapadł w sen, lecz dręczyły go koszmary. Rankiem obudziła go Anastazja, którą poprosił o picie. Później stracił przytomność.

III

Raskolnikow wrócił do siebie dopiero po czterech dniach, podczas których balansował na granicy rzeczywistości i omamów. Obudziła go obecność Anastazji, Razumichina oraz pracownika kantoru. Mężczyzna przyniósł przysłane przez matkę pieniądze (35 rubli), których młodzieniec początkowo nie chciał wziąć, ale później uległ namowom Dymitra

Spora suma pieniędzy rozochociła zebranych – Anastazja poszła przygotować coś do jedzenia i przynieść piwo na pokrzepienie. Mieszkający teraz nieopodal Rodiona Razumichin zaczął przytaczać mu słowa, które wypowiadał w czasie gorączki (złoto, skarpetki). Kiedy Raskolnikow leżał niemal nieprzytomny, przyprowadził nawet do niego Zamiotowa – sekretarza policji, by wspólnie ustalić, o co chodziło młodzieńcowi. W dodatku głównego bohatera odwiedził Zosimow – lekarz.

IV

Razumichin i doktor rozmawiali o głośnej sprawie morderstwa lichwiarki i jej siostry (w tym czasie Raskolnikow wpatrywał się w kwiatki). Policja miała już podejrzanego – malarza Mikołaja. Mężczyzna chciał sprzedać futeralik ze złotymi kolczykami (znalazł go w pokoju, w którym przez chwilę ukrywał się Raskolnikow). Jakby tego było mało, chciał się powiesić w celi. Dymitr szybko zaznaczył jednak, że nie wierzy w winę malarza.

V

Chwilę później do pokoju Raskolnikowa weszli Dunia i Piotr Łużyn. Młodzieniec był oschły, ale wszyscy uważali, że jest to spowodowane jego chorobą. Później doszło do sprzeczki z przyszłym mężem siostry, który otwarcie zachwalał dobrodziejstwa poślubienia kobiety z niskiego stanu – dzięki temu mógł wypominać jej w przyszłości swoją łaskę. Wkrótce wszyscy opuścili jego pokój, a doktor Zasimow stwierdził w rozmowie z Razumichinem, że chory dziwnie ożywia się w czasie rozmowy o morderstwie.

VI

Wkrótce Raskolnikow udał się do jadłodajni, gdzie poprosił o herbatę i gazety z pięciu poprzednich dni. Pragnął poczytać o morderstwie, lecz jego plan przerwał Zamiotow. Mężczyzna zaczął rozmawiać z bohaterem o morderstwie, a kiedy student przewrotnie zapytał: „A jeżeli to ja zabiłem staruchę i Lizawietę?”, nie zrozumiał jego słów.

Później główny bohater spotkał Razumichina, który zaprosił go do siebie na kolację. Rodion odpowiedział jednak oschle, że nie życzy sobie szpiegostwa. Kolejnym celem bohatera było miejsce zbrodni. Poszedł tam pod pretekstem wynajęcia mieszkania, jednak nie przewidział, jak bardzo poniosą go emocje. Zachowywał się tak dziwnie, że chciano odstawić go na komisariat. Wtedy zareagował w sposób zupełnie niespodziewany – podał wszystkim zgromadzonym swoje dane osobowe. Podjęto decyzję o wyrzuceniu go na ulicę.

VII

Na zewnątrz powóz potrącił pijaka. Okazało się, iż był to Marmieładow. Raskolnikow pomógł mu dostać się do domu i wezwał lekarza. Ojcu Soni zostało niewiele czasu, a doktor zalecił, by postarano się o popa. Wychodząc od nich, bohater zostawił 20 rubli na pogrzeb i na życie dla rodziny.

W drodze do domu odwiedził jeszcze Razumichina, jednak nie był w nastroju do rozmów (poza nim było tam jeszcze kilkoro osób). Gdy trafił do mieszkania, zobaczył Pulcherię i Dunię, które przyjechały go odwiedzić.

CZĘŚĆ TRZECIA

I

Raskolnikow prędko wyraził swój sprzeciw odnośnie decyzji siostry, twierdząc, iż jej przyszły mąż jest nieodpowiednim człowiekiem. Wkrótce obydwie panie udały się do hoteliku odprowadzane przez Razumichina. Przyjaciel głównego bohatera niepochlebnie wyrażał się o partnerze Duni (m.in. że jest to „szalbierz i filut o żydowskiej duszy”). Kobieta nie zaprzeczyła jego słowom. W czasie rozstania młodzieniec obiecał starszej z nich, że będzie opiekował się jej synem. Następnie ponownie sprowadził do Rodiona Zosimowa.

II

Następnego dnia Razumichin jeszcze raz odwiedził matkę i siostrę Raskolnikowa, przepraszając za swoje wczorajsze uwagi. Do kobiet dotarł także list od Łużyna, który prosił je o spotkanie (bez Rodiona). O młodzieńcu pisał, że ten zostawił ostatnio 20 rubli u prostytutki, zachowując pozory, iż są to pieniądze na pogrzeb.

III

Wraz z Dymitrem Pulcheria i Dunia udały się do Raskolnikowa. Opowiedziały mu o śmierci Marfy Pietrowny, która najpewniej została otruta przez męża. Później wyjawiły mu także informację o niechęci Łużyna do jego osoby. Rodion nadal nalegał, by siostra zmieniła zdanie. Z kolei Dunia bardzo chciała, by i on, i Razumichin uczestniczyli w spotkaniu ze starszym mężczyzną.

IV

Nagle do mieszkania weszła Sonia. Swoim skromnym wyglądem nie przypominała  prostytutki. Zaprosiła Raskolnikowa na pogrzeb ojca i podziękowała mu za pieniądze.

Gdy matka i siostra głównego bohatera opuściły jego mieszkanie, Dunia powiedziała jej, że Łużyn jest obrzydliwym plotkarzem.

Rodion poprosił Razumichina, by ten zaprowadził go do Porfirego – mężczyzny prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa sióstr Iwanownych. Swoje słowa umotywował chęcią odzyskania rzeczy danych im pod zastaw.

V

U śledczego mężczyźni spotkali znanego im Zamiotowa. Rozmowa Raskolnikowa z funkcjonariuszem (i tak miał zostać wezwany – jak każdy, kto dał kobiecie coś pod zastaw) skłoniła go do wyciągnięcia wniosku, że wszyscy wiedzą już o jego winie.

Następnie wywiązała się dyskusja o zbrodni. Przytoczono nawet artykuł autorstwa głównego bohatera, w którym zastanawiał się on nad psychiką mordercy. Zawarty został w nim fragment mówiący o tym, iż tylko ludzie niezwykli mają prawo popełniać takie uczynki. Przy końcu dyskusji Raskolnikow został zaproszony na komisariat, gdzie miał stawić się następnego dnia.

VI

Razumichin dziwił się postawie Porfirego, ponieważ ten wyraźnie podejrzewał o coś jego przyjaciela. Bohaterowie rozstali się – Rodion poszedł do swego mieszkania (chciał usunąć ukradzione przedmioty zza tapety, zupełnie nie wiedząc, że już ich tam nie ma), a Dymitr udał się do pań Raskolnikow.

Gdy zabójca Alony Iwanowny wyszedł z mieszkania, by udać się do matki i siostry, spostrzegł, że jest obserwowany przez jakiegoś mężczyznę. Udał się za nim, a gdy się spotkali, tajemniczy człowiek wysyczał do niego „Ty morderco”. Następnie gdzieś zniknął. Rodion porzucił zamiar odwiedzenia matki i wrócił do pokoju. Ze snu wyrwał go Arkadiusz Swidrygajłow.

CZĘŚĆ CZWARTA

I

Mężczyzna powiedział Raskolnikowi o trzech tysiącach rubli, jakie jego małżonka zostawiła Duni. Sam gotów był dodać kolejne dziesięć, jeśli zrezygnuje z małżeństwa z Łużynem. Rodion nie chciał przyjąć tych pieniędzy w imieniu siostry podejrzewając, że prawdziwym powodem przybycia Swidrygajłowa do Petersburga jest chęć zobaczenia Duni, do której niewątpliwie żywił jakieś uczucia.

II

Główny bohater nie zapomniał o pojawieniu się na spotkaniu rodzinnym. W jego trakcie doszło do sporu miedzy nim i Łużynem. W końcu starszy mężczyzna postawił ultimatum Duni, co spowodowało, że został wyrzucony z hoteliku.

Później Rodion opowiedział kobietom o wizycie Swidrygajłowa, co bardzo je zaniepokoiło. Wiedziały one, iż Piotr Piotrowicz Łużyn starał się ustalić miejsce pobytu męża swojej nieżyjącej siostry. Właśnie od niego isłyszały o jego wyuzdaniu i licznych mrocznych uczynkach, jakie nie wychodziły na jaw tylko dzięki miłości jego żony.

III

Zdradzenie Duni przez Rodiona motywów wizyty Swidrygajłowa napełniło ją niepokojem. Kobieta przypuszczała, iż pan domu, w którym niegdyś pracowała, knuje coś złego.

W tym czasie Razumichin, bojąc się, że wkrótce Dunia wyjedzie z Petersburga, zaczął roztaczać przed nią wizję zainwestowania pieniędzy otrzymanych od Marfy. Mówił o otwarciu wydawnictwa, które publikowałoby tłumaczone przez nich książki. Wyraził nawet chęć znalezienia wspólnego mieszkania dla matki i jej dwojga dzieci. Słysząc to, Raskolnikow nie mógł wytrzymać. Powiedział tylko, że najlepiej będzie się na razie nie widywać i „cokolwiek się ze mną stanie, czy zginę, czy nie, chcę być sam”.

Główny bohater opuścił hotelik, a zanim pobiegł Razumichin (poproszony przez niego wcześniej o opiekowanie się Dunią i Pulcherią). Mężczyźni nie zamienili ani słowa, lecz patrzyli sobie w oczy. Nagle Dymitr pobielał i wrócił do kobiet.

IV

Raskolnikow, chociaż było już późno, udał się do Soni, z którą zamienił kilka słów. Dowiedział się, iż nie ma ona żalu do macochy, a nawet jej współczuje. Tym bardziej, że teraz sytuacja wdowy była niezwykle ciężka – nie tylko chorowała, ale miała także spore długi i mogła wkrótce wylądować przez nie na ulicy. Główny bohater wciąż wypytywał dziewczynę o jej przyszłość. Chciał nawet wiedzieć, co zrobi z rodzeństwem po śmierci macochy. W końcu Sonia wpadła w rozpacz. Wtedy Raskolnikow pocałował jej nogę i powiedział: „Nie tobie się pokłoniłem, pokłoniłem się całemu cierpieniu ludzkiemu”.

Następnie bohater nakazał prostytutce przeczytać fragment Ewangelii mówiący o wskrzeszeniu Łazarza. Zaznaczył też, że zerwał kontakty z rodziną, a w dalszą drogę życiową wyruszą razem, gdyż są sobie nawzajem potrzebni. Wyznał również, iż wie, kto zamordował Lizawietę i wkrótce odsłoni przed Sonią prawdę.

Tej nocy Sonia nie spała dobrze. Ale ani ona, ani Raskolnikow nie wiedzieli o podsłuchującym ich Swidrygajłowie.

V

Kolejnego dnia główny bohater udał się na komisariat. Tam przyjęto go spokojnie i powiadomiono, że znaleziono należący do niego zegarek. Następnie poprosił go Porfiry, który zaczął opowiadać mu niemal o wszystkich swoich życiowych sprawach (nawet o hemoroidach). Wkrótce Raskolnikow nie wytrzymał i rzekł, iż wie o podejrzeniach kierowanych pod jego adresem. Zaczął nawet krzyczeć, że nie wyraża gody na takie traktowanie. Domagał się aresztowania lub zostawienia w spokoju. W końcu Porfiry zaczął go uspokajać i doradzał mu leczenie u doświadczonego lekarza. Dodał jeszcze, że za drzwiami czeka na niego „niespodzianeczka”.

VI

Przyprowadzono malarza Mikołaja, który przyznał się do podwójnego morderstwa. Zdradził nawet jego szczegóły, chociaż – jak wiadomo – wcale go nie popełnił. Później Porfiry odprowadził Raskolnikowa, a przy rozstaniu zaznaczył, że może chcieć zadać mu jeszcze kilka pytań.

Gdy główny bohater dotarł do mieszkania, zaczął obawiać się, iż kłamstwo malarza wyjdzie wkrótce na jaw. Szybko jednak zaabsorbowały go myśli o pogrzebie i spotkaniu z Sonią. Wychodząc z mieszkania, Rodion zobaczył za drzwiami owego tajemniczego mężczyznę, który kiedyś nazwał go mordercą. To właśnie z nim Raskolnikow miał spotkać się u Porfirego, lecz sytuację odmieniło przyprowadzenie Mikołaja.

Prawdziwy zabójca Alony i Lizawiety udał się na pogrzeb ojca Soni.

 

CZĘŚĆ PIĄTA

I

Piotr Pietrowicz Łużyn mieszkał w kamienicy należącej do Amali Iwanowny. W tym samym budynku żyła także wdowa po Marmieładowie. Niedoszły mąż Duni, wciąż zastanawiający się, dlaczego mu nie wyszło z tą młodą i atrakcyjną kobietą, został zaproszony na stypę. Nie zamierzał się tam udawać, ale zaprosił do siebie Sonię. W czasie spotkania wypytywał ją o sytuację rodziny i przekazał jej 10 rubli.

II

Katarzyna Iwanowna była rozczarowana stypą. Wydała na nią aż połowę kwoty otrzymanej od Raskolnikowa, lecz pojawili się tylko ludzie biedni. Żałowała, iż nie przyszedł bogaty Łużyn, gdyż wydawał się on jej dobrym towarzyszem i zacnym gościem.

Wtedy do pokoju weszła Sonia i przekazała pieniądze oraz przeprosiny od nieobecnego gościa. Kobieta, przypomniawszy sobie o jego obietnicy załatwienia comiesięcznej renty, zaczęła snuć dalekosiężne plany. Nie wiedziała jeszcze o tym, iż w czasie rozmowy z Sonią mężczyzna wycofał się z obietnicy (nie miał już nadziei na związek z Dunią).

III

Nagle w drzwiach stanął Piotr Pietrowicz Łużyn i oskarżył Sonię o kradzież sturublowego banknotu. Dziewczyna zaprzeczyła, lecz podczas rewizji znaleziono u niej pieniądz. Wdowa po Marmieładowie rzuciła nim w Pietrowicza, gdyż nie wierzyła w to, że jej pasierbica mogłaby popełnić kradzież. Wtedy odezwał się Andrzej Siemionowicz Lebiezatnikow (dawny towarzysz Łużyna i mężczyzna wynajmujący mu pokój), który poświadczył, iż to właśnie niedoszły mąż Duni wsunął banknot do kieszeni dziewczyny. Nikt jednak nie potrafił zrozumieć motywacji Łużyna. Wtedy przemówił Raskolnikow, który przytoczył on historię o liście od Pietrowicza, w którym informował on o zostawianiu przez głównego bohatera pieniędzy prostytutce. Jego plan skłócenia rodziny i pozbycia się niechętnego mu Raskolnikowa okazał się niewypałem, toteż teraz szukał zemsty.

Pietrowicz opuścił pokój, odgrażając się. Ponownie wybuchła awantura miedzy wdową i właścicielką kamienicy (Amalia była podpita i wyraźnie szukała zwady już wcześniej), która w jednej chwili wyrzuciła Katarzynę na bruk i zaczęła tłuc wszystko, co wpadło jej w ręce. Raskolnikow postanowił opuścić pokój.

IV

Główny bohater udał się do Soni, by z nią porozmawiać. Ta zaczęła mu dziękować za wsparcie i obronę przed Łużynem, a gdy temat dobiegł już końca, Raskolnikow rozpoczął swoją opowieść. Chociaż nie mówił wprost o tym, że to on dokonał morderstwa (tak formułował swoje słowa, by wynikało, iż to jego kolega popełnił ten czyn), kobieta szybko domyśliła się, o co chodzi. Zapytała tylko, czy pieniądze na pogrzeb ojca pochodziły z tego, co Raskolnikow zrabował. Ten zapewnił ją o zakopaniu łupu i niekorzystaniu z niego. W zasadzie to zupełnie nie wiedział on, co ma z nim zrobić.

Sonia mocno objęła głównego bohatera i wyznała mu, że go nie opuści, że pojedzie z nim nawet na katorgę. Zaczęła go całować, gdy w drzwiach ukazała się głowa Lebieziatnikowa.

V

Powiedział on, że sytuacja wypędzonej wdowy nie jest najlepsza. Najpierw udała się na skargę do szefa swojego nieżyjącego męża, a odszedłszy z niczym (zakłóciła tylko kolację), wróciła do domu, skąd ponownie wypędziła ją Amalia. Wtedy Katarzyna zbiła dzieci i stwierdziła, iż na życie będzie zarabiać grając na katarynce. Słysząc to, Sonia wybiegła, by jak najszybciej się z nią spotkać.

Raskolnikow wrócił do mieszkania. Odwiedziła go Dunia, która chciała go pocieszyć (Razumichin nie wyznał im prawdy). Przez chwilę Rodion chciał się przed nią otworzyć, lecz stwierdził, że wyrządzi jej tym tylko krzywdę. Przed pożegnaniem z siostrą pochwalił jeszcze Dymitra, którego uważał za naprawdę wartościowego człowieka.

Później Raskolnikowa znalazł Lebiezatnikow i powiedział mu o dziwnym zachowaniu Katarzyny. Naprawdę wyszła ona z dziećmi na ulicę – sama tłukła w patelnie, a jej potomstwo śpiewało, co ludzie okrutnie wyśmiali. W końcu odnaleźli ją nad kanałem W-skiego mostu. W jej zachowaniu brakowało trzeźwości umysłu – najpierw użalała się nad swoim losem, a później wyrzucała dane jej pieniądze krzycząc, iż nie potrzebuje łaski od innych ludzi. Nagle pojawił się policjant chcący sprawdzić pozwolenie na uliczne występy. Wtedy przestraszone dzieci zaczęły uciekać, a podążająca za nimi Katarzyna przewróciła się – z jej gardła trysnęła krew.

Wdowa po Marmieładowie umierała. Przeniesiono ją do mieszkania Soni, gdzie pojawił się także Swidrygajłow. Oznajmił on Raskolnikowi, że zajmie się pogrzebem, pomoże dzieciom i Soni, na co przeznaczy 10000 rubli obiecanych Duni. Gdy główny bohater zaczął pytać go, skąd u niego tyle dobroci, ten odrzekł mu słowami jego rozmowy z Sonią. Raskolnikow przeraził się, lecz Swidrygajłow uspokoił go mówiąc, iż da się z nim żyć.

CZĘŚĆ SZÓSTA

I

Rodion znalazł się w trudnym położeniu. Coraz więcej osób wiedziało o jego uczynku, a szczególny lęk budził w nim właśnie Swidrygajłow. Mężczyzna jednak zachowywał się w taki sposób, jak obiecał – zajął się przygotowaniami do pogrzebu, ulokował dzieci w przyzwoitych ośrodkach opiekuńczych.

W dzień pochówku Katarzyny główny bohater chciał odwiedzić Sonię, lecz zastał popa modlącego się nad trumną jej matki. Wyszedł więc na miasto i zaczął myśleć o Porfirym i Swidrygajłowie. Ni stąd, ni zowąd przebudził się zmarznięty i uświadomił sobie, że zemdlał na ulicy oraz nie był na pogrzebie wdowy po Marmieładowie. Dopiero nad ranem wrócił do domu.

W mieszkaniu odwiedził go Razumichin, który przyniósł wiadomość o chorobie matki. Kobieta uważała, że jej syn poświęca wiele czasu prostytutce, a o niej zupełnie zapomniał. Później Razumichin opowiedział mu o tajemniczym liście, jaki otrzymała Dunia. Po jego przeczytaniu stała się markotna i powiedziała, że być może wkrótce będzie musiała wyjechać. Dodał także, iż Porfiry wyjawił mu winnego morderstwa – był nim malarz Mikołaj.

Kiedy Raskolnikow chciał wyjść z mieszkania, natknął się na Porfirego. Nie przestraszył się, wręcz przeciwnie – miał nadzieję na zakończenie swojego koszmaru.

II

Mężczyzna wszedł do pokoju i zaczął głośno analizować fakty związane z zabójstwem lichwiarki i jej siostry. Mikołaja należało wykluczyć, gdyż był to człowiek poczciwy, a do przyznania się do winy skłoniła go Biblia. Wtedy Porfiry powiedział do Rodiona, że to właśnie on jest mordercą, nie ma jednak żadnych dowodów – jedynie psychologiczne przypuszczenia. Doradził mu jeszcze, by dobrowolnie zgłosił się i wyznał swoją winę, gdyż tak będzie dla niego lepiej. Śledczy miał jeszcze jednego asa w rękawie, którego na razie nie chciał odsłonić. Dodał jeszcze, iż głównemu bohaterowi zostały maksymalnie dwa dni wolności i dlatego powinien przemyśleć swoje postępowanie.

III

Raskolnikow udał się na spotkanie ze Swidrygajłowem. Podejrzewał go o knucie czegoś przeciwko Duni, a tego nie mógłby mu wybaczyć. Nagle bohater znalazł się pod traktiernią, skąd wyglądał na niego mężczyzna, z którym się umówił. Był niezwykle zdziwiony, ponieważ miał pewność, że mieli spotkać się gdzie indziej.

Rodion szybko powiedział Arkadiuszowi, że jeśli ten ma jakieś niecne plany wobec Duni, to znajdzie go i zabije. Było mu już obojętne, czy mężczyzna doniesie policji o podsłuchanej rozmowie. Wtedy rozmówca opowiedział mu historię swojego życia. Kiedy doszedł do fragmentu o przyjeździe do Petersburga, gdzie marzył oddać się rozpuście, Raskolnikow chciał wyjść. Wtedy Swidrygajłow dodał, że tylko jedna kobieta ratowała go przed upadkiem.

IV

W swojej relacji z Marfą zaznaczył on, iż nie może być jej wierny. Ta prosiła go jedynie o to, by nigdy jej nie zostawił i nie znalazł sobie stałej kochanki ani nie wiązał się z kobietami wyższego stanu. Spełniając te warunki, mógł za jej przyzwoleniem znajdować sobie kolejne partnerki. Jednak naprawdę zakochał się w Duni – kobiecie dobrej i cnotliwej, którą z jego winy posądzono o rozwiązłość. Później wyznał prawdę i oczyścił jej imię. Po śmierci żony zaręczył się z szesnastolatką, jednak wciąż interesowała go siostra Raskolnikowa.

Słysząc jego słowa, Rodion nazwał go „człowiekiem lubieżnym”, po czym Arkadiusz wyszedł z traktierni i udał się na plac Sienny.

V

Za Swidrygajłowem podążył Raskolnikow. Upewniwszy się, że mężczyzna zmierza do swego mieszkania, zapragnął udać się do Soni. Jednak rozmówca powiedział mu, iż nie ma jej w mieszkaniu, gdyż odprowadza dzieci do kobiety zarządzającej zakładami dla sierot.

W drodze do kamienicy między mężczyznami wywiązała się kłótnia. Rodion miał pretensję do Swidrygajłowa o podsłuchiwanie jego rozmów z Sonią. Ten w końcu zaoferował mu pieniądze na ucieczkę do Ameryki, jednak główny bohater odmówił. Dotarli do budynku, gdzie naprawdę nie było Soni. Następnie Raskolnikow towarzyszył Arkadiuszowi u wekslarza. Później rozstali się, gdyż Swidrygajłow wsiadł do dorożki. Zmierzający w swoją stronę, Rodion nie zauważył, że po przejechaniu niewielkiego dystansu wysiadł on z niej i zaczął go śledzić.

Główny bohater udał się na most i pogrążył się w zadumie. Nie dostrzegł Duni, która szła na spotkanie ze Swidrygajłowem. Ona natomiast zobaczyła go, lecz ze względu na jego dziwną powierzchowność, oddaliła się od niego. Wkrótce oboje oddalili się niezauważeni przez Rodiona. Arkadiusz powiedział kobiecie o dwóch morderstwach jej brata. Ta nie chciała mu wierzyć, więc zaprosił ją do siebie, gdzie całą prawdę powie mu Sonia.

Propozycja Swidrygajłowa okazała się podstępem – chciał zwabić dawną miłość do siebie i spróbować wywrzeć na niej presję, by zgodziła się na związek z nim. Jednak siostra Raskolnikowa szybko zorientowała się w jego zamiarach i kiedy zaczął się do niej zbliżać, wyciągnęła pistolet. Wykrzyczała także, że to właśnie Arkadiusz zabił Marfę. Mężczyzna nie przestraszył się jej, a wystrzelona przez nią kula, ominęła go. Mężczyzna jeszcze raz spytał Awdotię o jej uczucia, ta jednak raz jeszcze powiedziała, że go nie kocha. Wtedy objął ją i oddał jej klucz do zamkniętych drzwi. Dunia wybiegła, a Swidrygajłow sięgnął po leżącą na ziemi broń i wyszedł.

VI

Arkadiusz postanowił poszukać sobie jakichś rozrywek w Petersburgu i sporo czasu spędził w miejscowych knajpach. Później udał się do Soni oznajmiając, że jej rodzeństwo wychowa się w dobrych placówkach. Wręvczył jej weksel na 3000 rubli. Następnie zaczęli rozmawiać o Raskolnikowie. Swidrygajłow doradził jej także, by pieniądze powierzyła Razumichinowi – człowiekowi rozsądnemu i godnemu zaufania. Później odwiedził on swoją narzeczoną i powiadomił ją o służbowym wyjeździe. Przed pożegnaniem zostawił jej jeszcze 15000 rubli. Na noc wynajął pokój w niewielkim hoteliku, gdzie na korytarzu spotkał przemoczoną i zziębniętą dziewczynkę. Wziął ją do swojego pokoju, lecz szybko złapał się na lubieżnych myślach. Następnego dnia wyszedł na ulicę i popełnił samobójstwo.

VII

Główny bohater odwiedził w końcu matkę. Poprosił ją, by pomodliła się za syna, który stracił z oczy właściwą drogę życia. Nie potrafił powiedzieć jej prawdy, więc skłamał o konieczności wyjazdu i wyszedł.

W mieszkaniu spotkał Awdotię. Siostra wiedziała już o wszystkim i powiedziała, że wraz z Sonią czekały na niego. Mężczyzna wyznał, że wielokrotnie myślał o tym, by się zabić. Później obiecał jednak siostrze, iż dobrowolnie podda się karze.

VIII

Przed udaniem się na komisariat Raskolnikow złożył jeszcze wizytę Soni. Powiedział jej o swojej niechęci do przesłuchań, a ona dała mu krzyżyk. Wkrótce razem wyruszyli na komisariat. Rodion nie chciał przyznawać się przed Porfirym, tylko przed Fromiczem (zwanym przez niego porucznikiem „Prochem”). Gdy wszedł na komisariat, spotkał znanego sobie funkcjonariusza. Dowiedział się od niego o samobójstwie Swidrygajłowa, po czym opuścił budynek. Na zewnątrz wciąż stała Sonia. Jej widok skłonił Raskolnikowa do powrotu i wyznania swoich win. Wszedł i powiedział, że to on popełnił podwójne morderstwo.

EPILOG

I

Był już dziewiąty miesiąc pobytu głównego bohatera na Syberii. Podczas procesu wszystko dokładnie opowiedział, a sądzących go zdziwiło, iż nie skorzystał ze skradzionych dóbr. Z tego względu popełniony przez niego czyn uznano za skutek paranoi. W dodatku wiele osób go broniło – doktor Zosimow opowiadał o jego hipochondrii, Razumichin przedstawił przykłady jego miłosierdzia (gdy opiekował się studentem chorym na gruźlicę, a następnie jego ojcem). Ostatecznie Raskolnikowa skazano na 8 lat katorgi drugiej kategorii.

Wraz z głównym bohaterem na Syberii przebywała Sonia. Był to dla niej szczególnie trudny okres. Jej partner stał się milczący i zdystansowany, a ona sama nie radziła sobie w nowej rzeczywistości, często cierpiąc z powodu biedy. Często pisała do Duni i Razumichina, którzy byli teraz małżeństwem. Wszystkich martwił stan Raskolnikowa, gdyż ten nie przejął się nawet wiadomością o śmierci matki.

II

Zimą główny bohater ciężko chorował, jednak przyczyną jego dolegliwości nie były ciężkie warunki, trudna praca i chłody, lecz utracona duma. Doskonale wiedział, że zmarnował swoje życie. Nie żałował odebrania życia zamordowanym przez siebie kobietom, ale właśnie tego, iż sam stracił własne, okazując się na tyle słabym, by przyznać się do winy. Stał się surowy i odrzucający, nawet Sonię traktował z dystansem.

Wkrótce i jego partnerka zachorowała. Raskolnikow przez długi czas jej nie widział, a gdy w końcu doszło do spotkania, padł do jej nóg i zaczął płakać. Zaszła wtedy niespodziewana zmiana, a Sonia zrozumiała, że kocha ją bezgranicznie. Wkrótce wszystko się odmieniło – zaczęli snuć wspólne plany, Raskolnikow zyskał sympatię współwięźniów. Niebawem sięgnął także po Ewangelię. Raskolnikow stał się innym człowiekiem, zmartwychwstał:

Ale tu już się rozpoczyna nowa historia, historia stopniowej odnowy człowieka, historia stopniowego jego odradzania się, stopniowego przechodzenia z jednego świata w drugi.

Polecamy również:

Komentarze (0)
Wynik działania 3 + 4 =
  • Najnowsze
  • Losowe
Ostatnio komentowane
Błąd w roku urodzenia. Jesienin urodził się w 1895 roku.
• 2024-04-14 15:08:13
lub9ie życię m0i dr0dz3
• 2024-04-14 11:30:33
Co za wstyd pomyśleć, że ja nie istnieje.
• 2024-04-12 15:30:23
supier
• 2024-04-11 18:27:13
bardzo pomocne
• 2024-04-09 17:22:24