Szatan z siódmej klasy - streszczenie

I. Diabeł wyskakuje z pudełka

Profesor Gąsowski od wielu już lat nauczał historii. Był bardzo dumny z siódmej klasy, ponieważ uczniowie zawsze przygotowywali się na jego lekcje. Inni nauczyciele narzekali na chłopców, że się nie uczą, ale profesor był z nich zadowolony, gdyż nigdy go nie zawiedli. Profesor nigdy nie potrafił właściwie połączyć twarzy z imieniem, dlatego nazwiska swoich uczniów zapisywał w notesie. Na początku lekcji otwierał zeszyt i wywoływał do odpowiedzi trzech nieszczęśników. Któregoś czerwcowego dnia profesor wywołał Kaczanowskiego. Ku wielkiemu zdumieniu nauczyciela chłopak wybąkał, że niestety nie jest przygotowany, bo nie miał być dzisiaj pytany. Kolejny, Ostrowicki, stwierdził, że to nie jego dzień. Profesor był zdumiony i zdruzgotany. Powtarzał, że zawiódł się strasznie na swoich uczniach i że czuje się ośmieszony. Stwierdził, że nie spyta już nikogo.

W klasie panowała grobowa cisza. Nagle odezwał się Adam Cisowski. Prosił, by nauczyciel pozwolił mu wszystko wytłumaczyć. Wyznał, iż przejrzał system pytania, jaki wybrał sobie nauczyciel, i powiadamiał kolegów o tym, kto będzie pytany na następnej lekcji. Wszystko się wydało, ponieważ profesor, otwierając swój zeszyt, po prostu się pomylił. Kompletnie załamany nauczyciel stwierdził, że tym sposobem jego uczniowie nic nie umieją. Poza tym bardzo się dziwił, że ktoś zdołał przejrzeć jego taktykę. Uczniowie odpowiedzieli, że Cisowski rozwikła każdą zagadkę. Adam zgodził się, by profesor poddał go próbie. Nauczyciel zapowiedział, że w sobotę wezwie do odpowiedzi trzech uczniów, a Adam miał odgadnąć których. Gdy przyszła sobota wszyscy chłopcy siedzieli w oczekiwaniu na swoich miejscach. Adam przygotował na kartce trzy nazwiska, po czym profesor także zapisał trzy. Okazało się, że Cisowski zdołał odgadnąć myśli nauczyciela.  Założył, że aby go zmylić, nauczyciel nic nie zmieni w dotychczasowej metodzie, i miał rację. Adam przyrzekł, że od tej pory żaden z uczniów nie będzie więcej oszukiwał i wszyscy będą zawsze przygotowani.

II. Dwie awantury, a jedna gorsza od drugiej

Adam był synem doktora Cisowskiego i dobrej, łagodnej pani Cisowskiej. Miał czwórkę młodszego, bardzo rozbrykanego, rodzeństwa: dwu braci i dwie siostry. Któregoś razu matka podzieliła między dzieci lody. Na biurku Adama znalazła się czarka z lodami wypełniona po brzegi. Kiedy przyszedł do swojego pokoju, by zasiąść do deseru, okazało się, że lody zniknęły. Od razu rzucił podejrzenie na czwórkę urwisów, którzy z krzykiem zapewniali, że to nie oni są sprawcami zniknięcia zawartości czarki. Adaś kazał im więc po kolei wejść do miednicy napełnionej wodą i zanurzyć obie ręce. Następnie zbadał dłonie podejrzanych. Kiedy spostrzegł, że Janek jest suchy, od razu zrozumiał, że ma przed sobą złoczyńcę. Zdumiony brat zaniemówił, a Adaś obiecał mu, że go spierze przy najbliższej sposobności. Od tej pory żadne z rodzeństwa nawet nie próbowało pozbawić starszego brata choćby najmniejszej rzeczy, która mu się słusznie należała.

Działo się to trzy lata przed wydarzeniem z profesorem Gąsowskim. Kilka dni po nim Adaś ponownie wykazał się wielką przenikliwością i bystrością. Dwaj jego koledzy bardzo się pokłócili, ponieważ Zbyszek Jasiński oskarżył Józka Żelskiego, iż ten ukradł mu pióro. Oskarżenie było ciężkie, a bójka wydawała się nieunikniona. Wtedy Adam zaczął rozpytywać kolegów, co dokładnie zaszło. W pewnym momencie zamyślił się, po czym obiecał Jasińskiemu, że następnego dnia dostarczy mu nieszczęsne pióro. Cisowskiemu przypomniało się, że widział rano zeszyt swojego kolegi z ławki, Burskiego, zapisany pięknymi i równymi rzędami liter. Zdziwiło go to, ponieważ wiedział, że Burski pisze zazwyczaj bardzo niestarannie. Po lekcjach zaproponował koledze, że odprowadzi go do domu. Chłopak zgodził się niechętnie, ale nie miał wyjścia. Kiedy doszli do domu, Adam wyjawił, że wie, iż to Burski zabrał pióro Jasińskiemu. Nieszczęśnik zaczął płakać i zapewniał, że nie ukradł cennego przedmiotu, tylko znalazł. Kiedy zobaczył, że pióro jest bez opieki, nie mógł się powstrzymać i postanowił je ukryć. Adaś stwierdził, że rozumie, iż Burski mógł popełnić takie głupstwo, ponieważ jemu też czasem zdarza się być bałwanem. Obiecał, że nikomu nie wyjawi całej tajemnicy. Następnego dnia Jasiński odzyskał swoje pióro. Po tym zdarzeniu Adaś zyskał w szkole jeszcze większą sławę.

Któregoś dnia do domu Adasia przyszli dwaj zmartwieni szóstoklasiści. Oznajmili, że w ich klasie stało się nieszczęście. Założyli spółdzielnię, a prowadzenie rachunków powierzyli bardzo biednemu, ale uczciwemu i szlachetnemu chłopcu. Kłopot w tym, że okazało się, iż w rozliczeniu za miesiąc maj brakuje stu złotych. Prosili Adasia, by zajął się tą sprawę, ponieważ biedny księgowy rozpacza i zadręcza się myślą, iż to właśnie jego podejrzewa się o przywłaszczenie pieniędzy. Adaś zgodził się zająć tą sprawą, chociaż wątpił w powodzenie swojego śledztwa. Do późnej nocy ślęczał nad księgami rachunkowymi. W końcu około godziny pierwszej odkrył błąd. Następnego dnia rano wyjaśnił klasie szóstej, iż przy jednym z wpisów przykleiła się czarna nitka, która udawała jedynkę. Przez nią z 26 złotych zrobiło się 126. Cała klasa odetchnęła z ulgą, a młody księgowy płakał ze szczęścia.

III. Piękne są oczy fiołkowe, ale kto ukradł drzwi?

Profesor Gąsowski dowiadywał się o nowych wyczynach Adama. Trapiony pewnym problemem, w pierwszy dzień wakacji postanowił, że uda się do Cisowskiego, prosić o pomoc. Chciał, żeby Adaś wybrał się na wieś do jego brata, gdyż działy się tam dziwne rzeczy. Chłopiec miał jednak za dwa dni wyjechać z rodzicami i z rodzeństwem nad morze. Ale kiedy zobaczył zmartwioną minę swojego ukochanego nauczyciela zdecydował się porozmawiać z rodzicami. O czwartej po południu poszedł odwiedzić profesora. Drzwi otworzyła mu bratanica Gąsowskiego, a Adasia poraził grom z jasnego nieba. Fiołkowe oczy zrobiły na nim takie wrażenie, że aż nogi się pod nim ugięły. Wiedział, że teraz z całego serca pragnie wyjechać na wieś razem z profesorem i jego bratanicą.

Wanda opowiedziała mu, że jakiś czas temu w ich dworku pojawił się Francuz, który bardzo chciał obejrzeć wnętrza, ponieważ pisze książkę o starych domach. Kiedy go wpuszczono, bardzo dokładnie oglądał wszystkie drzwi, a z jednych zdrapał farbę. Potem wyjechał i od tej pory co jakiś czas do ojca Wandy napływały propozycję kupna dworu za bardzo wysoką cenę. Pewnej nocy ktoś ukradł jedne z wielu par drzwi, które znaleziono następnego dnia w parku całkowicie odarte z białej farby. Z listu od rodziny Wandy cała trójka dowiedziała się, iż ostatnio zdarzył się podobny incydent. Adaś wysłuchał opowieści. Zastrzegał, iż podejrzewa, że niczego nie będzie mógł wskórać w tej sprawie, ale zgodził się na wyjazd. Rozpoczęcie podróży zaplanowano na następny wieczór.

IV. Dwie brody i człowiek-widmo

Iwo Gąsowski, ojciec Wandy i brat profesora Gąsowskiego, trudził się całymi dniami nad rozwikłaniem matematycznych zagadek. Był samoukiem przekonanym o swojej genialności. Z powodu trudnych rachunków i równań zaniedbywał gospodarstwo, które z roku na rok coraz bardzie podupadało. Całym domem zajmowała się jego żona, kobieta pracowita, dobra i bardzo oddana rodzinie. Dla Iwa Gąsowskiego rodzina oznaczała jedynie ludzi przeszkadzających mu w skomplikowanych rozmyślaniach. Ojciec Wandy był niewielkiego wzrostu. Swoje istnienie próbował zaznaczać niezwykle bujną brodą farbowaną na czarno oraz tubalnym głosem. Ogólnie rzecz biorąc był raczej mało sympatyczny. Adasiowi udało się jednak zrobić na nim dobre wrażenie, ponieważ na wstępie zaznaczył, iż ceni sobie logikę i stara się myśleć wedle jej zasad.

Po przywitaniu się, Cisowski rozpoczął śledztwo. Obejrzał dokładnie całe gospodarstwo, park oraz wszystkie drzwi. Niestety niczego nie znalazł. Bardzo go to martwiło, ponieważ chciał zrobić na Wandzie jak najlepsze wrażenie. Doszedł jednak do wniosku, że na jednej z par drzwi znajdujących się w dworze musi być zapisana jakaś informacja, która dotyczy starej tajemnicy. Nowy sekret nie wchodził w grę, gdyż od dawna w dworze nie wydarzyło się nic godnego szczególnej uwagi. Matka Wandy opowiedziała mu także, iż niedaleko znajduje się wieś Żywotany, w której stoi opuszczony od jakiegoś czasu domu. Niegdyś należał on do państwa Winnickich, ale odkąd umarli, opiekuje się nim jakiś rządca.

Adaś spacerował, rozmyślając nad zebranymi informacjami. Po chwili dołączyła do niego Wanda. Był już wieczór. Nagle oboje dostrzegli, iż ktoś pod osłoną mroku skrada się między drzewami. Adaś postanowił, że pochwyci tego człowiek, a nawet jeśli obława się nie uda, pozna twarz podejrzanego osobnika. Kazał Wandzie nie ruszać się z miejsca, sam zaś zaczął się skradać. Robił to niezwykle sprawnie, cały czas kontrolując, czy postać nadal stoi pod drzewem. Kiedy był już bardzo blisko i szykował się do decydującego skoku, poczuł nagły ból i upadł na ziemię.

V. Po rozbitej głowie chodzi Francuz

Adaś ocknął się w łóżku, przy którym czuwał profesor. Okazało się, że poprzedniego wieczoru przyczajona w zaroślach Wanda długo czekała na jego powrót. W pewnym momencie usłyszała kroki. Kiedy spytała, czy to Adaś, ktoś raptownie stanął, po czym zaczął uciekać. Wanda zdała sobie sprawę, że musiała to być osoba, którą jej młody towarzysz miał zamiar pochwycić. Przerażona, zaczęła szukać chłopca. Znalazła go pod drzewem, nieprzytomnego i z krwawiącą głową. Zebrała w sobie wszystkie siły, podniosła Adama i zaczęła nieść w stronę domu. Dotarłszy do podwórka, wezwała pomoc. Adasia opatrzono i położono do łóżka.

Pani Gąsowska, Wanda i profesor wytrwale czuwali przy nieszczęśniku. Od czasu do czasu w pokoju zjawiał się także gospodarz. Ranny powoli wracał do zdrowia i sił. Doszedł do wniosku, że skoro rzecz, której szuka nieznajomy, z pewnością pochodzi z zamierzchłej przeszłości, to należy zbadać wszystkie stare, zapisane skrawki papieru. Postanowił więc z przetrząsnąć strych. Przedtem jednak próbował dowiedzieć się od profesora, czy w rodzinie nigdy nie było żadnego Francuza. Zastanawiał się bowiem, dlaczego właśnie obcokrajowiec chciałby kupić gospodarstwo. Niestety okazało się, że według drzewa genealogicznego sporządzonego na zlecenie dziadka pana profesora, nie było w rodzinie żadnego Francuza. Adaś dowiedział się jednak, że kolekcja obrazów przodków rodziny Gąsowskich nie została sporządzona za życia przedstawionych na nich osób, lecz w połowie XIX wieku, także na zlecenie dziadka braci Gąsowskich.

VI. W mrokach tli się światełko

Profesor, Adaś i Wanda wybrali się na strych w poszukiwaniu starych zapisków. Po trzech godzinach znieśli wielką ilość papierów, które ostatecznie spoczęły w pokoju młodego detektywa. Od tej pory Adaś pojawiał się tylko na posiłkach, ślęcząc przez resztę dnia nad starymi rękopisami. Którejś nocy dokonał odkrycia. Nie mogąc wytrzymać do rana, obudził profesora. W starym pamiętniku księdza Koszyczka (matka braci Gąsowskich była z domu Koszyczek) odnalazł informację, że w 1813 roku w dworze przebywało dwóch Francuzów, żołnierzy armii Napoleońskiej.

Opowieść księdza Jana Koszyczka:

Pani Domicela Koszyczek była umierająca. Czuwali przy niej ksiądz Jan oraz jej mąż Gąsowski. Przy życiu trzymało ją tylko pragnienie, by usłyszeć, że Napoleon zwyciężył w Rosji. Wieści nadchodziły jednak ponure. Armia cesarza została rozbita, a zmarznięci żołnierze w rozproszeniu wracali do Francji. Wielu z nich stało się w rozbójnikami, którzy na dawnych polskich ziemiach grabili i mordowali. Także do wsi Gąsowskich dotarło dwu nieszczęśników: oficer oraz młody żołnierz. Przekonywali, że nie mają na sumieniu żadnych rozbojów, dlatego pan Gąsowski postanowił im pomóc. Najpierw umieszczono ich w domku położonym w parku niedaleko dworu. Kiedyś mieszkał tam ogrodnik, jednak teraz dom był pusty. Gdy umarła pani Domicela, postanowiono przenieść ciężko chorego oficera do dworu. Cały czas trzymał przy sobie niewielki tobołek. Nazywał się Kamil de Berier. Jego odmrożone nogi, które zamieniły się w dwie okropne rany, nie wróżyły nic dobrego. Po pewnym czasie oficer zaczął się dziwnie zachowywać. Któregoś dnia nie chciał wpuścić nikogo do pokoju, potem widziano go, jak nocą zawlókł się do lasu, w następne dni nieustannie coś pisał. W końcu poprosił pana Gąsowskiego, by przeniesiono go z powrotem do domku, w którym nadal mieszkał jego towarzysz. Długo z nim rozmawiał, po czym młody żołnierz pożegnał się z oficerem i, dobrze zaopatrzony przez pana Gąsowskiego we wszystkie rzeczy niezbędne podczas długiej podróży, wyruszył w drogę do Francji.

Oficer czuł się coraz gorzej, a kiedy zdał sobie sprawę, że niedługo umrze, zawołał pana Gąsowskiego. Powiedział gospodarzowi, iż ma młodszego brata, do którego napisał list. Zapowiedział, że jego brat, Armand de Berier, może kiedyś przyjechać do dworu. Prosił, by wówczas pan Gąsowski pozwolił mu zamieszkać w tym pokoju, w którym teraz on umiera, i by nie dziwił się żadnymi rzeczami, które Armand będzie zamierzał zrealizować. Jeśli jednak brat się nie pojawi, wtedy wszystko pańskie, powiedział oficer.. Wydusił jeszcze z siebie słowa: te drzwi! i zemdlał, a po kilku godzinach umarł.

VII. „Malarz – co ukradł, mówi, że znalazł”

Rano Adaś opowiedział o całej historii państwu Gąsowskim. Postanowiono zbadać drzwi rozlatującego się domku. Okazało się jednak, że domek nie ma drzwi. Wanda przypomniała sobie, że nigdy ich nie widziała, więc z pewnością musiano ściągnąć je z zawiasów dawno temu i zapomnieć o całej sprawie. Było to szczęście w nieszczęściu, ponieważ zniknięcie drzwi nie było związane z ostatnimi niepokojącymi wydarzeniami. Tego samego dnia do dworu przybył człowiek, którzy przedstawił się jako malarz. Poprosił o możliwość zatrzymania się przez pewien czas u państwa Gąsowskich. Twierdził, że chce odpocząć po długiej, pieszej podróży. Odbywał ją w celu znalezienia krajobrazu, który mógłby się nadać na temat jego nowego obrazu.

Przybysz od początku nie podobał się Adasiowi. Przy kolacji gospodarz zaczął opowiadać malarzowi, że ostatnio dzieją się u nich dziwne rzeczy. Adaś, nie chcąc, by cała sprawa została ujawniona przed nieznajomym, krzyknął: pali się! Wszyscy się zerwali, a w tym czasie młody detektyw wytłumaczył panu Gąsowskiemu, iż chodziło mu tylko o przerwanie niebezpiecznej rozmowy. Prosił ojca Wandy, by ten nie opowiadał o całej sprawie przy malarzu. Potem wytłumaczył wszystkim, że tylko mu się przywidziało. Dalsza część kolacji upłynęła w napiętej atmosferze. Po posiłku Adaś i profesor obiecali sobie, że będą obserwować nieznajomego. Ustalili, że następnego dnia rano, profesor poprosi go, by dokończył jeden z portretów wiszących w bawialni. Jeśli przybysz się nie zgodzi, będą pewni, iż jest oszustem zamieszanym w całą sprawę. W nocy profesor słyszał skrobanie, jednak stwierdził, że to z pewnością myszy harcują we dworze. Rano opowiedział o dziwnych dźwiękach Adasiowi. Chłopak był przekonany, że malarz badał drzwi w poszukiwaniu jakiegoś znaku. Zgodnie z przypuszczeniami nieznajomy wymówił się od dokończenia obrazu. Potem Adaś widział, jak sprawdza on wszystkie drzwi we dworze, a także bacznie przygląda się domkowi w parku. Wywnioskował, iż to ten drab rozbił mu głowę, ponieważ wyrwało mu się kilka uszczypliwych uwag na temat rany Adasia.

Chłopak wiedział, że oszust chciałby jeszcze przyjrzeć się drzwiom od gabinetu pana Gąsowskiego. Zadanie miał trudne, bo gospodarz przez cały dzień nie wychodził z pokoju, a w nocy zamykał drzwi na klucz. Cisowski postanowił ułatwić mu zadanie. Razem z profesorem wywabili matematyka z domu, w tym czasie Wanda miała obserwować, czy nieproszony gość wykorzysta sytuację. Stali więc w trzech: profesor, Adaś oraz pan Gąsowski i rozmawiali na temat liczby siedem. Wtem Adaś dostrzegł, że ktoś szybko biegnie w stronę parkanu, po czym przeskakuje płot i ucieka. Był to malarz. Cisowski uderzył się w czoło i pobiegł do swojego pokoju. Papiery, które znieśli z Wandą i profesorem ze strychu, zniknęły.

VIII. Umarli piszą listy

Adaś pocieszał się myślą, że mimo wszystko jego przeciwnicy nie będą wiedzieli więcej niż on sam. Drzwi domku w parku i tak przepadły. Obawiał się tylko, że podejrzane typy mogą śledzić jego i domowników, czekając na wynik poszukiwań: gdyby Adasiowi udało się odnaleźć drzwi, wówczas nie zawahają się użyć przemocy. Przypuszczał także, iż skoro Francuz ma wspólników, to mogli oni zacząć działać na własną ręką, zwłaszcza jeśli zorientowali się, że tajemnica dworu jest bardzo cenna. Ostatecznie Adaś zdecydował się na upozorowanie własnego wyjazdu z majątku państwa Gąsowskich. Potem zamierzał odbyć wędrówkę po okolicy, by dowiedzieć się czegoś o prześladowcach, a przy okazji poszukać drzwi. Profesor długo nie chciał dać się przekonać do tego pomysłu. Ostatecznie jednak zgodził się.

Państwo Gąsowscy, oprócz Wandy, nie byli wtajemniczeni w plany Adasia. Pożegnali się z nim wieczorem, a potem Wanda odprowadziła Cisowskiego na stację. Pod osłoną mroku Adaś przekradł się ze stacji na pola. Noc spędził na sianie w leśniczówce. Następnego dnia zjadł śniadanie przygotowane przez bardzo miłą żonę leśniczego i wyruszył w dalszą drogę. Po pewnym czasie spotkał grupę młodych, rozkrzyczanych rozbójników, którym przewodziła jakaś panienka. Urządzali sobie orkiestrę nad wodą i hałasowali przy tym okrutnie. Adaś spytał, czy może zatrzymać się nad wodą i trochę odpocząć. Wszyscy chętnie się zgodzili, a nawet zaprosili go na obiad. W ten sposób Adaś trafił na posiłek przygotowany przez panią Niemczewską, właścicielkę Wiliszek. W czasie obiadu okazało się, że niedawno przyszedł do ich domu nieznajomy, prosząc o przetłumaczenie francuskiego listu. Zadanie spadło na córkę pani Niemczewskiej, która nie bardzo garnęła się do pracy.

Kiedy tylko Cisowski usłyszał o liście, natychmiast zaproponował, że może wyręczyć panienkę z tak żmudnej pracy, gdyż biegle włada językiem francuskim. Po obiedzie zamknął się w jednym z pokoi i zaczął czytać. Rzeczywiście był to list bardzo stary i podpisany nazwiskiem de Berier. Adaś był uradowany. Umierający oficer pisał do brata, iż ma przyjechać do majątku Gąsowskich, ponieważ znajdzie w nim coś, co podniesie ich ród z upadku. Armand miał odczytać w pokoju, w którym leżał jego brat przebywając w gościnie u Gąsowskich, fragment włoskiej książki oznaczony przez umierającego: Dan. Al. Inf. C. III. 10-11. Adaś uporczywie rozmyślał nad tytułem dzieła wskazanego przez Francuza. W końcu wpadł na pomysł, iż musiała to być „Boska komedia” Dantego Alighieri. Składa się ona z trzech części: Piekło, Czyściec i Raj. Piekło po łacinie to infernum, więc do tego odnosił się skrót Inf. Litera C. oznacza pieśń – po włosku canto, wersety 10 i 11. Gdy Adaś odkrył to wszystko, natychmiast zawołał jednego z chłopców. Ten pobiegł do mieszkającego niedaleko poety, który posiadał egzemplarz „Boskiej Komedii”, i po pół godzinie wrócił z treścią dwu wersetów: „Na odrzwiach bramy ten się napis czyta/ O treści memu duchowi kryjomej”. Teraz już wszystko było jasne: te słowa miały nakierować uwagę brata oficera na drzwi, na których znajdowała się jakaś informacja. Adaś sporządził kopię tłumaczenia.

Wieczorem przyszedł mężczyzna, by odebrać list. Cisowski przez szparę w drzwiach widział, iż był to znany mu malarz-oszust. Potem chyłkiem, nie żegnając się z nikim, wymknął się z domu pani Niemczewskiej.

IX. „Nie pchaj palców między drzwi!”

Adaś śledził „malarza”. Widział jak tamten siada pod drzewem i czyta list. Najwyraźniej jego treść nie bardzo go ucieszyła, bo westchnął ciężko. Potem poszedł w stronę lasu. Młodzieniec domyślił się już wcześniej, że szajka musi mieć swoją bazę w opuszczonym domu w Żywotanach. Rzeczywiście po chwili dojrzał dom na wzgórzu. „Malarz” wszedł do środka, a Adaś zastanawiał się, co powinien dalej robić. Wdrapał się na drzewo i obserwował. W pokoju oświetlonym trzema świecami zobaczył „malarza” rozmawiającego z bardzo chudym osobnikiem. Czytali list i widać było, że denerwują się bardzo, ponieważ nie potrafią zrozumieć, co mają oznaczać Dan. Al. Inf. C. III. 10-11. Po pewnym czasie mężczyźni wyszli z pomieszczenia. Adaś domyślał się, że poszli porozmawiać z Francuzem, ale nie mógł pojąć, w jakim języku, skoro, jak wiedział, nie znali francuskiego. Podejrzewał, że musieli uwięzić swojego zwierzchnika, a list odebrać mu przemocą. Potem dwóch rzezimieszków wróciło, by pogasić świece. Adaś postanowił, że trzeba się przespać przynajmniej kilka godzin. W lesie znalazł rozpadającą się budę. Ze snu wyrwał go hałas. Trzy psy obstąpiły jego kryjówkę. Wiedział, że nie ucieknie. Po chwili zjawił się jakiś człowiek, który uspokoił zwierzęta. Spojrzał do wnętrza budy i zobaczył skulonego Adasia. Potem zawołał z domu na wzgórzu dwu znanych już chłopcu drabów. Rozpoczęło się przesłuchanie.

Chociaż młodzieniec nie chciał niczego wyjawić, „malarzowi” i jego towarzyszowi udało się ustalić, że schwytany sporo wie na temat całej sprawy. Potem przeszukali go i znaleźli kopię listu napoleońskiego oficera, którą Adaś sporządził dla profesora. Zapowiedzieli, że nie puszczą go wolno, dopóki nie rozszyfruje dziwnego skrótu z francuskiego listu. Potem zmusili chłopca, by napisał wiadomość do pana profesora, iż znajduje się w bezpiecznym miejscu cały i zdrowy i żeby nikt się o niego nie martwił. Adaś pisząc list specjalnie przekręcił nazwę majątku państwa Gąsowskich: nosił on nazwę Bejgoła, chłopiec zaś napisał Ejgoła, co miało być znakiem, iż nie wszystko jest w porządku. Jego prześladowcy niczego się jednak nie domyślili, ponieważ nie znali nazw okolicznych miejscowości. Skrępowali Adasia, wrzucili do jakiegoś zatęchłego pomieszczenia, a sami położyli się spać.

X. Na dnie piwnicy i rozpaczy

Adaś spał ciężkim snem. Kiedy się ocknął, poczuł, że ma zdrętwiałe nogi i ręce. Nagle usłyszał jakiś szmer. Z przerażeniem spytał, kto tam. Razem z nim uwięziony był Francuz. Bandyci zwichnęli mu rękę. Leżał w piwnicy już od trzech dni i czuł się bardzo źle. Zwierzył się chłopcu, że list oficera napoleońskiego odnalazł kiedyś między kartami książki kupionej w antykwariacie. Zapragnął rozwikłać tajemnicę i zdobyć majątek. Kiedy nie udało mu się namówić Gąsowskich do sprzedaży domu, wynajął zbirów, którzy, zwietrzywszy, iż chodzi o jakiś spory skarb, uwięzili go i zaczęli szukać rozwiązania tajemnicy na własną rękę. Francuz porozumiewał się z nimi po rosyjsku. Teraz bardzo żałował swojej chciwości. Adaś powiedział mu, że zrobiłby lepiej, gdyby bezpośrednio porozumiał się z Gąsowskim, zamiast uciekać się do tak haniebnych środków. Młodzieńcowi żal było nieszczęśnika. Zdawał sobie sprawę, że Francuz ma już niewiele sił.

Jakiś czas po tej rozmowie zjawił się chudy. Obiecywał Adasiowi, że uwolni go w tajemnicy przed wspólnikami, jeśli chłopiec wyjawi mu wszystko, co do tej pory udało mu się odkryć. Adaś zdradził mu więc treść dwu wersetów z Dantego. Wiedział, że wyjawienie tej informacji nie zaszkodzi, a liczył na to, iż może akurat bandyta okaże się prawdomówny. Niestety zbir nie zamierzał dotrzymać słowa. Następnie przyszedł człowiek zajmujący się psami, by nakarmić więźniów. Ten był chyba najlepszy z całej bandy: poluźnił więzy na rękach Cisowskiego, tak by chłopiec sam mógł się posilić.

Wieczorem zerwała się burza. Woda zaczęła spływać do piwnicy i Adaś myślał, że przyjdzie mu utonąć razem z Francuzem. Nagle usłyszał jakieś nieznajome głosy. Zaczął więc wołać pomocy i do tego samego namawiał swojego towarzysza. Jacyś ludzie rozwalili drzwi i Adaś zobaczył swojego kolegę z ławki szkolnej – Staszka Burskiego. Okazało się, że Staszek razem z harcerzami mieszkał w obozie, który rozbili niedaleko. Koledzy Burskiego wyciągnęli Adasia i wynieśli Francuza. Cisowski poprosił Staszka, by wszedł razem z nim do domu i pomógł mu znaleźć kilka ważnych papierów. Sprawnie odnaleźli dokumenty, po czym uciekli. W oddali słychać było szczekanie zbliżających się psów.

XI. „Choć burza huczy wkoło nas…”

Chłopcy razem z Francuzem wsiedli do łódki, by przeprawić się na drugi brzeg jeziora, gdzie znajdował się obóz. Staszek zdał Adasiowi relację o tym, że od kilku dni obserwował z kolegami dom na wzgórzu, w którym działy się dziwne rzeczy. Tego wieczora postanowił więc zbadać sprawę i odnalazł swojego kolegę uwięzionego razem z cudzoziemcem.

Przez jakąś chwilę udawało im się płynąć, jednak woda była tak gwałtowna, że w końcu zaczęła zatapiać łódź. Musieli wskoczyć do wody. Francuz, sam bardzo osłabiony, uratował czternastoletniego harcerza przed utonięciem. Chłopcy uznali, że musi to być bardzo odważny człowiek. W obozie ułożyli go na suchym kocu i zaczęli radzić, co dalej. Staszek zaproponował, żeby zabrać Francuza do mieszkającego niedaleko księdza proboszcza. Adaś zgodził się. Uradzili także, że o świcie wyniosą się wszyscy z tego niebezpiecznego miejsca. Kiedy wyszli z obozu, okazało się, że Francuz nie może sam iść. Trzeba było go zanieść. Poczciwy ksiądz proboszcz zgodził się zaopiekować cudzoziemcem. Usłyszawszy, że chłopcy musieli nieść nieszczęśnika, opowiedział Cisowskiemu historię, która bardzo zainteresowała chłopca.

W czasie powstania styczniowego na plebani mieszkał młody ksiądz, który postanowił przyłączyć się do powstańców. Rosjanie postrzelili go niedaleko majątku państwa Gąsowskich. Ci zaś ukryli księdza w domku znajdującym się w parku. Kiedy usłyszano, że do dworu zbliżają się Moskale, ściągnięto drzwi z zawiasów, położono na nich rannego i tak przetransportowano go z powrotem na plebanię. Drzwi do dzisiaj znajdują się pod opieką księdza jako pamiątka. Adaś był uradowany. Ksiądz obiecał mu, że rano pokaże mu te drzwi. Chłopiec postanowił spędzić noc na plebanii, a jego koledzy wrócili  do obozu. Następnego dnia Adaś badał drzwi. Kiedy ściągnął okucie, zobaczył napis po francusku. Szybko przeczytał: „W wielkim domu znajdziesz dwie malowane brody. Nie patrz poza siebie. Patrz przed siebie i czytaj w brodzie!”. Cisowski pomyślał, że oficer napoleoński musiał to pisać w malignie, ponieważ treść wydawała się Adasiowi pozbawiona sensu. Nauczył się napisu na pamięć, po czym zmazał litery, by nikt więcej ich nie przeczytał.

XII. „Puk, puk w okieneczko…”

Do dworu Gąsowskich przyszedł jakiś człowiek z listem od Adasia. List wydawał się wszystkim dziwny i zbyt oficjalny. Pan Iwo Gąsowski długo wpatrywał się w kartkę, aż w końcu odkrył, iż w liście Adaś zaszyfrował wiadomość. Pierwsze litery kolejnych linijek tworzyły słowa: Strzeżcie domu. Pan profesor martwił się, iż Adaś znajduje się w niebezpieczeństwie, gospodarz zabezpieczał dom, a Wanda płakała. Pomiędzy braćmi Gąsowskimi odbyła się także ważna rozmowa. Profesor wyrzucał ojcu Wandy, że dopuścił do upadku dworu i wolał zajmować się rachunkami matematycznymi niż gospodarstwem. Pan Gąsowski po raz pierwszy uświadomił sobie, jak wielkie były jego zaniedbania. Postanowił spalić wszystkie swoje obliczenia i od tej pory próbować uchronić dwór przed kompletną ruiną. Następnego dnia rano w dworze zjawił się Staszek Burski. Opowiedział historię Adasia i oznajmił, iż Cisowski zapewne niedługo sam zjawi się w Bejgole. Dzień jednak minął i noc także, a Adasia nie było. Wanda nadal płakała.

Profesor po upływie kolejnego dnia położył się do łóżka z ciężkim sercem. Ze snu wyrwało go pukanie w szybę. Adaś i Staszek weszli przez okno. Profesor bardzo się ucieszył na widok swojego niezwykłego ucznia. Adaś poprosił, by nauczyciel sprawdził, czy wszyscy w domu już śpią, po czym udał się wraz z kolegą na strych. Nie było ich dłuższą chwilę. Kiedy wrócili, Cisowski zapowiedział profesorowi, że zjawi się w dworze jutro rano i prosi nauczyciela, by ten okazał wielką radość i zdumienie na jego widok, tak by nikt nie domyślił się nocnej wizyty chłopców.

XIII. Któż to z płaskiego nie chce jeść talerza?

W czasie śniadania zjawił się w dworze Adaś ze Staszkiem. Najpierw trwały długie przywitania, potem chłopiec zaczął opowiadać swoje przygody. W końcu bardzo głośno oświadczył, że znalazł nowe dokumenty i wie, gdzie znajduje się skarb. Jeszcze głośniej powiedział, że wieczorem wyruszy z profesorem, gospodarzem oraz Staszkiem na wyprawę poszukiwawczą. Gdy nadeszła odpowiednia pora, wyszli z dworu uzbrojeni w łopaty. Adaś kluczył, odczytywał coś z pożółkłego dokumentu, w końcu zatrzymał się i wskazał miejsce, gdzie należało kopać. W końcu Staszek zawołał, że coś odkrył. Wskoczył do głębokiego dołu i wyciągnął z niego ciężką skrzynkę. Kiedy mieli już odchodzić ze zdobyczą, z zarośli wyszedł chudy bandyta z rewolwerem w ręce. Kazał im oddać znalezisko, po czym uciekł. Pan Gąsowski nie mógł przeboleć, że stracili skarb. Adaś jednak nakazywał wszystkim spokój. Kiedy wrócili do dworu, przyznał, iż była to jedynie pułapka na zbirów. Poprzedniej nocy ukrył ze Staszkiem skrzynkę ze strychu, a potem bardzo głośno mówił o planach jej odnalezienia, by ci, którzy go śledzili, dali się nabrać na całą historię. Radził jednak, by jeszcze nie rozpoczynać prawdziwych poszukiwań, ponieważ kiedy bandyci odkryją, iż w skrzynce znajduje się tylko stare żelastwo, mogą wrócić. Następnego dnia Adaś przyniósł dobrą wiadomość. W gazecie napisano, iż ujęto dwu, ściganych przez policję złoczyńców, którzy kłócili się o skrzynkę wypełnioną żelastwem. Teraz nic już nie groziło gospodarstwu Gąsowskich.

Adaś dostrzegł na drodze zbliżającego się księdza proboszcza. Bardzo się ucieszył z ponownego spotkania z poczciwym staruszkiem. Ksiądz opowiedział, że Francuz zniknął, gdy tylko odzyskał pełnię sił. W podzięce zostawił sto złotych. Była to tak duża suma, że nikt w okolicy nie mógł rozmienić banknotu. Ksiądz potrzebował mniejszych nominałów, by rozdzielić pieniądze między potrzebujących. Staszek zabrał pieniądze i wyruszył z kolegami do miasta. Po południu wrócili z rozmienionymi pieniędzmi. Ksiądz podziękował za gościnę i odszedł.

We dworze rozpoczęło się rozwiązywanie zagadki. Dziwne słowa, znalezione przez Adasia na drzwiach, brzmiały:  „W wielkim domu znajdziesz dwie malowane brody. Nie patrz poza siebie. Patrz przed siebie i czytaj w brodzie!”. Skoro oficer przebywał w domku w parku, wielki dom musiał oznaczać dwór. Wszyscy przenieśli się do bawialni, gdzie wisiały portrety przodków. Był tam też obraz brodatego rycerza. Adaś stanął na przeciwko niego. To była pierwsza broda. Odwrócił się za siebie i dostrzegł jej odbicie w lustrze. To była druga broda. Zgodnie ze wskazówką uważnie przyjrzał się brodzie, która była przed nim, na obrazie. Odnalazł tam zapisane odwróconym pismem słowa: „Znajdziesz w domu tego, co powróci wkrótce z Egiptu i nigdy nie jadał na uczcie z płaskiego talerza”. Profesor, słysząc te słowa, stwierdził, że tego to już na pewno nie uda się rozwiązać. Adaś jednak nie poddawał się i rozmyślał. Przypomniała sobie bajkę, w której lis nie mógł jeść z flaszki, a bocian z talerza. Także na bociana wskazywało zdanie, iż niedługo powróci z Egiptu. Kiedy oficer pisał wskazówkę, zima miała się ku końcowi. Adaś pobiegł do starego dębu na którym znajdowało się bocianie gniazdo. Reszta towarzystwa także wyległa na podwórze. Chłopiec wiedział, że nie musi dostawać się do gniazda, ponieważ oficer z pewnością nie ukrył tam swojej tajemnicy, ponieważ ledwo trzymał się na nogach. Adaś znalazł otwór w pniu. Włożył do niego rękę i wyciągnął stamtąd skórzany mieszek. Kiedy pani Gąsowska otworzyła woreczek, oczom wszystkich ukazały się rubiny i diamenty. Adaś jednak nie patrzył na skarby, lecz w fiołkowe oczy Wandy, a ona odwzajemniała jego radosne spojrzenie.

Polecamy również:

Komentarze (4)
Wynik działania 2 + 2 =
ana
2019-01-30 21:08:40
bardzo ciekawa książka polecam serdecznie
ana
2019-01-30 21:07:05
super
JOK3R
2018-05-19 09:03:37
Bardzo dobre streszczenie.
Eliska_Karisska
2017-07-03 19:07:42
Czyli pisze coma jako pierwsza ?! EKSTRA !!!!!!!!!!!! Nie czytałam tego ale oglądałam film
  • Najnowsze
  • Losowe
Ostatnio komentowane
xd
• 2024-04-16 17:58:56
@Mariola - dziękujemy za zwrócenie uwagi, wpis został poprawiony. Pozdrawiamy :)
• 2024-04-16 07:36:55
Co za wstyd pomyśleć, że ja nie istnieje.
• 2024-04-12 15:30:23
supier
• 2024-04-11 18:27:13
bardzo pomocne
• 2024-04-09 17:22:24