Prawy brzeg Wisły
W tym felietonie czytelnik poznaje pobudki, które kierowały autorem podczas pisania tekstów. Żeleński przyznaje, że podczas redagowania przedmowy do wydania „Słówek”, przyszedł mu do głowy pomysł dotyczący Krakowa. Stwierdził, że to wspaniałe miasto potrzebuje osobnej monografii. Następnie stara się udowodnić, dlaczego uważa gród Kraka za „najoryginalniejsze miasto pod słońcem”. Porównuje Kraków z Paryżem i Lwowem.
Miasto, które pisarz przedstawia jest powolne, smutne, pełne pozostałości z dawnych lat, jednocześnie nie pozwala zapomnieć swoim mieszkańcom o dawnej randze, wielkości i wspaniałości. Boy wspomina swoje dzieciństwo, które spędził w Krakowie. Pisze o ludziach, którzy tam mieszkali i tworzyli historię.
Z dziwnego i smutnego snu Kraków obudził się dzięki artystom, którzy zgrupowali się w Cyganerię Krakowską. Twórcy kabaretu „Zielony Balonik” przywrócili miastu radość, zabawę, a przede wszystkim życie. Dotyczyło to części Krakowa na lewym brzegu Wisły. Prawy nadal pozostawał spokojnym miejscem, które Boy nazywa „dramatem krakowskiego życia”.
Mury i ludzie
W tym szkicu autor skupia się na konflikcie, jaki narodził się w Krakowie wraz z potrzebą powiększenia miasta. Główny spór rozgorzał pomiędzy obrońcami Starego Miasta, a projektantami, którzy stworzyli nową wizję grodu Kraka. Młodzi zapaleńcy chcieli zburzyć między innymi bramę Floriańską, ciąg murów obronnych grodu (tych pozostało niewiele), Basztę Kościuszki, domki przy kościele św. Idziego. Większość tych miejsc została obroniona przez konserwatorów. Ale pamięć o kłótniach i awanturach pozostała już na zawsze uwieczniona w utworach „Zielonego Balonika”.
Pański Kraków
Po raz kolejny Boy wspomina o potrzebie osobnej monografii dla Krakowa. Miasto w okresie dzieciństwa Żeleńskiego było w rękach arystokracji. Ta warstwa społeczna miała pieczę nad tworzącą się od podstaw kulturą i sztuką stolicy małopolski. Aby nie rozpisywać się zbyt szeroko, autor skupia się na dwóch najważniejszych postaciach – Stanisławie Tarnowskim oraz Stanisławie Koźmianie.
Pisze o tym, że Tarnowski był rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczył jako prezes Akademii Umiejętności, parał się krytyką literacką oraz był posłem. Pisał mnóstwo książek, tworzył własnym kosztem miesięcznik, był wszędzie, gdzie uważał, że jego osoba jest potrzebna.
Stanisław Koźmian był innym człowiekiem, ale „równie niepospolitym”. Poseł, dyrektor teatru, redaktor „Czasu”, pisarz i publicysta – to zaledwie kilka z funkcji pełnionych przez niego.
Te przykłady pokazują, że centrum krakowskiego życia kulturalnego stanowiła grupa arystokratów, która miała środki, chęci i zamiary do stworzenia nowej historii.
Zakrystia
W tym szkicu Boy poświęcił uwagę historii i działalności krakowskiego pisma „Czas”, które nierozerwalnie związane było z konserwatywną częścią arystokracji. Pojawiają się nazwiska znanych redaktorów: Tomkowicza, Chylińskiego, Starzewskiego.
Czytelnik dowiaduje się o propozycji, jaką złożył Starzewski swemu przyjacielowi – Żeleńskiemu. Boy miałby prowadzić w „Czasie” rubrykę z recenzjami przedstawień teatralnych. Były to pierwsze doświadczenia autora w zakresie pracy dziennikarsko-redaktorskiej, dlatego czas ten wspomina z sentymentem. Przypomina sobie spotkania w redakcji w celu omówienia koncepcji następnego numeru, częste, zażarte dyskusje na temat kształtu recenzji, a także omawianie sposobów na „obejście” wszechobecnej cenzury redaktorskiej.
Był to najlepszy okres rozwoju pisma – rządy Starzewskiego zapewniły gazecie współpracę z największymi młodymi talentami tamtego okresu, ze wspaniałymi twórcami malarstwa, teatru, a także nowej poezji, rodzącej się na oczach Żeleńskiego. „Czas” stał się też podstawą i fundamentem dla rozwoju pierwszego kabaretu w Krakowie.
Odwet Stańczyka
To kolejny felieton, w którym Boy zwraca uwagę czytelnika na ścisłą współpracę pomiędzy redaktorami „Czasu” i twórcami kabaretu „Zielony Balonik”.
Istotną cechą, odróżniającą „Czas” od innych tytułów, było oryginalne poczucie humoru, dbałość o pewien sposób wyrażania się, o odpowiedni poziom kulturalno-moralny pisma. W redakcji panowała niezwykła atmosfera swobody intelektualnej, ludzie dyskutowali i spierali się ze sobą, a wszechobecny humor pozwalał na rozwój talentów pisarskich wielu młodych ludzi.
Odskocznią dla nich i miejscem, w którym mogli się spełnić był kabaret „Zielony Balonik”. Boy, Siedlecki, Noskowski, Starzewscy i wielu innych jednoczyło się nie tylko w pracy nad redagowaniem gazety, ale także przy tworzeniu i wymyślaniu tekstów dla kabaretu. Tę specyficzną grupę ludzi i ich nietypową pracę Żeleński nazywa „odwetem Stańczyka” (królewski błazen był patronem stronnictwa konserwatywnego, ale także wielkim wesołkiem).
Z dogmatem...
Boy skarży się na upadek życia kulturalnego sprzed czasów cyganerii. Z miasta uciekała młodzież, ponieważ brakowało perspektyw rozwoju. W teatrze panował repertuar francuski, który już dawno znudził widza, a w malarstwie nadal dominował Matejko. Jednym nowym i wielkim artystą był Sienkiewicz, cieszący się zarówno popularnością, jak i szacunkiem. Boy-Żeleński opisał bardzo dokładnie uroczysty ślub pisarza z Marią Romanowską. Wydarzenie to określił metaforą „apogeum kończącego się świata”.
Wiatr nad Krakowem
Żeleński wyznacza datę, która według niego zapoczątkowała prawdziwe przemiany w Krakowie – rok 1893. Jest to data otwarcia Teatru Miejskiego, którego dyrektorem został Tadeusz Pawlikowski. Stworzono repertuar, który w pełni odpowiadał znudzonej widowni. Grano przedstawienia według tekstów Ibsena, Strindberga, Maeterlincka.
Zmiany nastąpiły w malarstwie, ponieważ śmierć Jana Matejki pozwoliła na wybicie się nowych twórców (swoje prace wystawiali Wyspiański, Wyczółkowski, Axentowicz). Także życie literackie kwitło: Tetmajer wydał kolejny tomik poezji, do miasta smoków przybył Stanisław Przybyszewski (1898), a Wyspiański wystawił swój największy dramat - „Wesele” - na deskach teatru.
Ariel i Kaliban
W tym szkicu Boy chce przedstawić najbardziej kontrastowe postaci życia kulturalnego miasta Krakowa. Nie jest przypadkiem, że w tytule posłużył się imionami bohaterów Szekspira.
Ariel to dobry duch. W świecie krakowskim miał nim być Jan Stanisławski – profesor Akademii Sztuk Pięknych, utalentowany malarz i twórca „Sztuki” Towarzystwa Artystów Polskich. Stanisławski poświęcił towarzystwu większość swojego życia, organizując liczne wystawy i wspomagając tym rozwój sztuki Młodej Polski.
W roli „Kalibana”, złego bohatera, pisarz postawił Władysława Prokescha, krakowskiego krytyka związanego z „Nową Reformą”. Boy krytykuje kolegę po fachu, który z uporem maniaka pragnie zniszczyć rodzące się nowe prądy w literaturze i teatrze.
Na początku była chuć
Żeleński przedstawia środowisko Ignacego Maciejowskiego (salon „Sewera”), związanego z „życiem” literata i publicysty. Redaktor zasłynął w Krakowie jako mecenas młodych artystów. W jego salonie bywali m.in. sam Boy-Żeleński, Wyspiański, Asnyk, Tetmajer czy Wyczółkowski. Gościnność była wartością nadrzędną w życiu Sewera. Boy opisuje przyjaciela w trudnym dla niego momencie życia, gdy pismo, którego redaktorem był Maciejowski, przejmuje Przybyszewski.
Fortepian Stacha
Żeleński przedstawia okoliczności przybycia Przybyszewskiego do Krakowa oraz reakcję środowiska. Podobno wśród literatów znalazł się taki, który miał powiedzieć: „Byłbym szczęśliwy, gdybym był cielakiem, a którego skóry pańskie buty wyprawione”. Słowa te miały dowodzić, jak wielkim szacunkiem i podziwem mógł poszczycić się nowy redaktor „Życia”.
Na powitanie, Zdzisław Gabryelski postanowił wręczyć Przybyszewskiemu fortepian – oryginalnego Steinwaya (mężczyzna był właścicielem składu tych instrumentów). W końcu „mistrz” otrzymał czeski instrument. Niestety stracił go po kłótni z darczyńcą. Niedługo po tym wydarzeniu Gabryelski popełnił samobójstwo.
Znasz-li ten kraj...
Żeleński pisze o początkach cyganerii Przybyszewskiego – pierwsze spotkania literatów, malarzy, aktorów, podczas słynnych koncertów fortepianowo-skrzypcowych, którym zawsze towarzyszyła dobra zabawa przy alkoholu. Wspominając dawne lata, przypomina sobie, że na jednym z takich spotkań wszyscy zachwycali się muzyką Moniuszki. Najbardziej spodobało się wykonanie piosenki „Znasz-li ten kraj...” młodego studenta medycyny. Chłopak zagrał tę melodię na skrzypcach. Dźwięki zapadły autorowi tekstu głęboko w pamięć. Uznawał je nawet za nieoficjalny hymn cyganerii krakowskiej.
Dzieci szatana
Tytuł tego szkicu nawiązuje do powieści Stanisława Przybyszewskiego (o manipulowaniu ludźmi, dziwnych i niezdrowych kontaktach pomiędzy przedstawicielami różnych płci, widmie rewolucji) oraz nazwy grupy skupionej wokół tego pisarza.
Boy stara się opisać atmosferę jaka otaczała „prekursora dekadentyzmu”. Przybyszewski uwielbiał krytykować, a robił to zazwyczaj trafnie, uderzając zawsze w odpowiedni punkt. Pisarz tolerował wokół siebie tylko ludzi, którzy kierowali się w życiu zgodnymi z wyznawanymi przez niego samego zasadami. Żeleński mówi, że musieli to być przede wszystkim ludzie, których charakteryzował „tragiczny stosunek do życia”. Wymienia przy tym kilku „przyjaciół” Przybyszewskiego: Jana Kleczyńskiego, Zofię Daszyńską-Golińską, „Szczepa”, Konrada R., „Stasinka” Sierosławskiego.
Chrzciny Iwi
Boy-Żeleński został zaproszony na uroczystość chrztu maleńkiej córeczki Przybyszewskiego i Dagny Juel. Autor przypomina, że para ma już małego synka – Zenona.
Chrzciny pozostały na zawsze w pamięci zaproszonych. Gospodarze pragnęli zwykłej, tradycyjnej uroczystości. Niestety Przybyszewski zapomniał o przygotowaniu posiłku dla gości. Na szczęście sytuację uratował jeden z zaproszonych gości – Nowiński. Pomógł on gospodarzom, fundując ucztę.
Kuźnie intelektu
Tytuł tego felietonu odnosi się do nazwy nadanej przez Boya słynnym kawiarenkom krakowskim, w których skupiało się całe życie kulturalne miasta. Głównym zajęciem spotykającej się tam inteligencji było zapoznawanie się oraz komentowanie artykułów zamieszczanych w pismach zarówno polskich, jak i zagranicznych. W tych specyficznych miejscach często odbywały się ożywione dysputy: spierano się, komentowano, broniono własnego zdania, ludzie zajmowali się polityką, literaturą, filozofią, próbowali odpowiedzieć na pytania o światopogląd.
Boy-Żeleński wymienia tylko kilka najsłynniejszych miejsc, do których zaglądali krakowscy inteligenci – Secesja, Schmidt, Paon, Rosenstock. Podobnych lokali było jednak w mieście więcej. Ludzie spotykali się w kawiarniach, ponieważ tam zawsze mogli dowiedzieć się czegoś nowego, zdobyć informacje, ale także porozmawiać z innymi, myślącymi podobnie ludźmi, podyskutować z nimi.
Jan Apolinary
Tym razem Tadeusz Boy-Żeleński pragnie skupić się na mecenasie krakowskim, który wziął pod swoje skrzydła autorów kabaretu „Zielony Balonik” - Janie Michaliku. Jego cukiernia (na Floriańskiej, nieopodal Akademii Sztuk Pięknych) zawsze była przepełniona ludźmi związanymi ze sztuką. Wraz z upływem czasu, stała się ona głównym miejscem spotkań cyganerii młodopolskiej.
Michalik, początkowo niechętny, w końcu wyraził zgodę na częste spotkania elity młodopolskiej w jego lokalu. Mała sala kawiarni została przyozdobiona freskami Wojtkiewicza, Sichuły, Karpińskiego. Choć obrazy nie wszystkim bywalcom cukierni podobały się, lokal przeistoczył się w kawiarnię o specyficznym, młodopolskim klimacie. Przyjęła się też nowa nazwa cukierni – Jama Michalikowa.
Szał
Szkic w całości przedstawia najlepszy okres w działalności kabaretu. Boy rozpoczyna od przypomnienia, w jaki sposób zrodził się pomysł na stworzenie „Zielonego Balonika”. Inicjatorem przedsięwzięcia był Jan August Kisielewski. Twórcy ustalili bezpłatne wejściówki dla widzów, specjalne zaproszenia dla wybranych, a przede wszystkim brak stałego repertuaru. Postawili tym samym na inwencję oraz improwizacje. Dzięki temu udało im się odkryć wiele nowych talentów wśród publiczności, młodzieży, studentów, malarzy, polityków, radnych, a Jama Michalika stała się miejscem niezwykle sławnym w Krakowie, przyciągającym wybitnych ludzi epoki.
Wielki Kraków
„Wielki Kraków” to pomysł stworzenia nowego Krakowa, w skład którego miałyby wejść oprócz dotychczasowych terenów także wiejskie gminy podkrakowskie. Jednym z głównych propagatorów tej idei był prezydent Krakowa, Juliusz Leo.
Propozycja ta początkowo spotkała się z krytyką i niechętnym przyjęciem, ale mimo tego pomysł został zrealizowany. Zmiany przyniosły miastu niewymierne korzyści, o których autor cyklu felietonów napisał: „(...) bohaterski okres Krakowa zamknął się podwójnym faktem: Wielki Kraków i Zielony Balonik”.