Ryszard Kapuściński Heban - streszczenie

Początek, zderzenie, Ghana ‘58

Opis klimatu, zapachu i ludzi Afryki, następnie miasta Akry. Kapuściński natrafił na wiec przywódcy Ghany, Kwame Nkrumaha, którego głównym hasłem jest wolność. Tam poznaje bardzo młodego ministra oświaty i informacji, Kofi Baako. Następnego dnia spotyka się z nim na rozmowie, a wieczorem idą razem na przyjęcie, gdzie młody minister oddaje się swojej pasji fotografowania. Każdy może przyjść do członka rządu i przedstawić mu swoje problemy. Politycy przemieszczają się bez ochrony.

Droga do Kumasi

Ruchliwy dworzec w Akrze. Na odjazd trzeba czekać do momentu, kiedy zbierze się pełny autobus ludzi. Afrykańczycy mają inne poczucie czasu, to oni nim rządzą, nie czują się uzależnieni od przemijających chwil. Dlatego potrafią cierpliwie czekać. Od stuleci zawsze byli w ruchu. Cała Afryka migrowała z miejsca na miejsce. O tożsamości jakiejś rodziny czy plemienia stanowi przede wszystkim pamięć o przodkach.

Struktura klanu

Kolonializm rozkwitał od XV wieku. Najgorsze były trzy stulecia, w czasie których biali porywali czarnych i handlowali nimi, wysyłając ich setki tysięcy do Ameryki Północnej. Długie lata niewoli doprowadziły do wytworzenia się kompleksu niższości wśród Afrykańczyków. Jednym z przełomowych wydarzeń była II wojna światowa. Wówczas wielu czarnych zdało sobie sprawę, że biali także głodują, są słabi, czasem błagają o litość. Afrykańczycy z kolonii francuskich żądali, by uznano ich za pełnoprawnych obywateli Francji. Mieszkańcy kolonii brytyjskich byli bardziej radykalni. Stworzyli ideę panafrykanizmu i żądali dla kolonii niepodległości. Jednym z tych, którzy przejęli się wizją panafrykańską, był Kwame Nkrumaha. Ghana jako jedno z pierwszych państw uzyskała wolność i stała się źródłem wolnościowych idei.

Kumasi to miejscowość położona około pięćset kilometrów w głąb lądu. Tam Kapuściński spotkał się z reporterem, Kwesi Amu. Afrykańczyk opowiedział mu o strukturze społecznej ludu Ahanti, który mieszka w granicach Ghany. Podstawą są kilkudziesięcioosobowe rodziny, ponieważ więzy krwi są niezwykle ważne. Rodziny skupiają się w klany uznające wspólnego przodka. Na czele klanu stoi wódz wybierany przez starszych. Jego głównym zadaniem jest zapewnienie dobrych relacji z przodkami, co skutkuje pomyślnością. Kilka klanów tworzy plemię.

Ja, Biały

W latach 60. wiele państw afrykańskich odzyskało niepodległość. Biali urzędnicy zmienili się na czarnych, ale nie zmieniono nic w strukturze biurokracji, ponieważ przynosiła urzędnikom wielkie korzyści i przywileje. Przez parę lat Kapuściński był korespondentem Polskiej Agencji Prasowej w Dar es-Salaam w Tanganice. W roku 1962 kraj uzyskał niepodległość. Dar es-Salaam było podzielone na dzielnice, zgodnie z ideologią apartheidu. Najżyźniejsze gleby blisko wybrzeża przeznaczone były dla białych, którzy pławili się w luksusie. Trochę dalej swoje domy mieli wszelkiego rodzaju Azjaci zajmujący się przeważnie handlem. Pustkowia odsunięte od wybrzeża przeznaczone zostały dla Afrykańczyków.

Kapuściński wyznaje, że w kontaktach z miejscowymi przeszkadzał mu jego kolor skóry. Najpierw próbował się bronić i tłumaczyć, że jest Polakiem i jego naród również musiał znosić kolonizatorów, ale tego typu wybiegi na nic się nie zdawały. Wiedział, że dla Afrykańczyków zawsze będzie jednym z winnych.

Serce kobry

Droga do Kampali, głównego miasta Ugandy, przez równinę Serengeti. Po długiej podróży w pełnym słońcu Kapuściński i poznany w Ghanie Grek zatrzymują się w dwóch samotnych afrykańskich chatach. W jednej z nich odpoczywa także kobra o śmiercionośnym jadzie. Mężczyźni próbują ją zabić, zanim ona zabije ich. Po ciężkiej walce odnoszą zwycięstwo. Wieczorem docierają do Kampali.

Państwa kolonialne, które w tamtym czasie uzyskiwały niepodległość, były agregatami wielu związków plemiennych i starych królestw. Europejczycy wtłoczyli całą afrykańską mozaikę plemienną w czterdzieści państw. Wielu wrogim sobie plemionom i klanom stworzono nagle wspólne ojczyzny. Groziło to wybuchem konfliktów etnicznych, jednak brak zamieszek był warunkiem uzyskania niepodległości.

Po meczącej podróży Kapuściński zemdlał.

Wewnątrz góry lodowej

W szpitalu Hindus doktor Patel poinformował reportera, że ma malarię mózgową. Kiedyś ta choroba była wyrokiem śmierci, a dla milionów Afrykańczyków, pozbawionych odpowiednich leków, jest nim do dzisiaj. Jej atak odczuwany jest jako przeraźliwe zimno, które powoduje niezwykle silne drgawki.

Rodzina doktora Patela przybyła z Indii w XIX wieku, kiedy budowano linię kolejową do Kampali. Czarni robotnicy nie do końca się sprawdzali i nie byli chętni do pracy, więc Brytyjczycy sprowadzali robotników z innej swojej kolonii, Indii. Hindusi pracowali przy budowie linii kolejowej, a największym ich utrapieniem były lwy polujące na ludzi. Gdy lew się zestarzeje i nie jest już zdolny dogonić antylopę czy zebrę, z głodu napada na człowieka.

Doktor Patel opowiedział Kapuścińskiemu, jak umierają słonie. Stare zwierzęta podchodzą do wodopoju i kiedy nie mają już siły podnieść trąby i napić się, wchodzą coraz głębiej w wodę. Ich ciężar sprawia, że zapadają się i umierają na dnie jezior.

Doktor Doyle

Kapuściński wrócił do Dar es-Salaam. Nie czuł się najlepiej, a swój stan fizyczny przypisywał osłabieniu przez malarię. Którejś nocy obudził się, ponieważ poczuł, że cała jego poduszka jest mokra. Okazało się, że była zakrwawiona. Trafił do doktora Doyle’a, Irlandczyka, który stwierdził, że reporter ma gruźlicę. Kapuściński nie miał pieniędzy na pobyt w szpitalu ani nie mógł wracać do Polski, bo posada stałego korespondenta w Afryce była dla niego prawdziwą szansą. Doktor Doyle wpisał go więc na listę pacjentów miejscowej bezpłatnej przychodni, w której leczyli się najbiedniejsi. Pracowali w niej dwaj Afrykańczycy, Edu i Abdullahi. Kapuściński zaprzyjaźnił się z nimi, a było to możliwe tylko dzięki jego chorobie, gdyby był bowiem silnym, zdrowym Europejczykiem, nie mogliby traktować go jak równego sobie.

Edu, tak jak wielu Afrykańczyków, przybył do Dar es-Salaam w poszukiwaniu lepszego życia. Bieda i beznadzieja wypędziły go z głębi lądu. Afrykańczyk, gdy dotrze do miasta, szuka najpierw ludzi ze swojego ludu lub z zaprzyjaźnionych plemion. Jeśli mu się powiedzie i odnajdzie kuzynów, może liczyć przynajmniej na to, że nie będzie musiał spać na dworze, gdzie przez całą noc insekty atakują człowieka. Edu miał szczęście i odnalazł krewnych.

Zanzibar

Na Zanzibarze dokonał się przewrót. Wielu reporterów z Europy przyjechało do Dar es-Salaam, by w jakiś sposób przedostać się na Zanzibar. Wydawało się, że nie ma sposobu, ponieważ każda łódź czy samolot zbliżające się do wyspy, od razu były ostrzeliwane. Kapuściński nie miał pieniędzy, by opłacić taki lot lub podróż morską. Na Zanzibarze znajdował się jednak człowiek znany polskiemu reporterowi. Był to Abeid Karume, tamtejszy przywódca partii Afrykańczyków na. Jego stronnictwo zdobyło większość głosów, jednak ostatecznie dzięki interwencji Anglików władzę uzyskała partia arabska. Afrykańczycy zbuntowali się i siłą odebrali władzę.

Na Zanzibarze od wielu lat rządzili Arabowie, którzy wykorzystywali Afrykańczyków do niewolniczej pracy na plantacjach lub handlowali nimi na targach niewolników. Na czele Arabów stał sułtan spokrewniony z sułtanami z Zatoki Perskiej. Tak było aż do przewrotu. Anglicy chcieli utrzymać dobre stosunkami z władcami z Zatoki Perskiej, dlatego popierali Arabów.

Kapuścińskiemu udało się porozmawiać przez telefon z Karume, który zezwolił na przylot Polaka oraz Amerykanina i Francuza. Ten ostatni załatwił awionetkę.

Przywódcą przewrotu na Zanzibarze był John Okello pochodzący z Ugandy. Snuł on plan usunięcia Arabów z wyspy i po cichu organizował armię. Zebrał trzy tysiące ludzi i dokonał przewrotu. Kapuściński z dwoma swoimi kolegami udali się do niego prosić o pozwolenie na dalszy pobyt na Zanzibarze. Przywódca wyraził zgodę.

Po kilku dniach życie w głównym mieście Zanzibaru wracało do normy. W międzyczasie na Zanzibar przybyło jeszcze siedmiu korespondentów, których postanowiono wpuścić. Jednak wszyscy mogli poruszać się wyłącznie po mieście, ponieważ Okello nie życzył sobie, by ktoś odwiedzał prowincję.

Któregoś dnia jeden z reporterów, John, otrzymał od swojej redakcji wiadomość, że w Kenii, Tanganice i Ugandzie w nocy doszło do buntów wojskowych i że ma się natychmiast przedostać do tych krajów. Wszyscy byli poruszeni i starali się znaleźć sposób na wydostanie się z Zanzibaru, ponieważ dłuższe pozostawanie na wyspie nie miało dla dziennikarzy większego sensu. Dwóch Anglików znalazło swojego rodaka, który zgodził się odsprzedać im łódź motorową. Ośmiu z dziesięciu reporterów, miedzy innymi Kapuściński, zdecydowało się na nocną ucieczkę. Na początku wszystko szło dobrze, jednak po pewnym czasie złapała ich straszna ulewa, a łódź była miotana przez szkwał. Nad ranem dostrzegli ląd. Okazało się, że był to... Zanzibar. Gdy dopłynęli do brzegu, Kapuściński poprosił jakiegoś mężczyznę, by zabrał go z powrotem do miasta. Udał się na lotnisko i ku własnemu zaskoczeniu spotkał tam dwóch pozostałych reporterów, którzy szykowali się do odlotu z wyspy. Zaprosili go na pokład samolotu.

Anatomia zamachu stanu

W 1966 roku doszło do zamachu stanu w Nigerii. Przeprowadzono go w pięciu miastach jednocześnie: cztery z nich były stolicami okręgów, piąte – stolicą całego kraju. W każdym z nich z piątku na sobotę wojsko dostało się do posiadłości najważniejszych polityków. Wszyscy zostali zgładzeni lub zaginęli bez wieści. W sobotę ludność jak co dzień zabierała się do swoich zajęć. Nikt jeszcze o niczym nie wiedział, z ust do ust przekazywano sobie mało wiarygodne plotki. W poniedziałek można już było zauważyć na ulicach wzburzonych ludzi, oskarżających dotychczasowe władze o defraudowanie pieniędzy, pogardzanie najbiedniejszymi i zaniedbywanie potrzeb kraju. Było w tym sporo racji. Władzę przejął generał Ironsi, który z biegiem czasu urastał do rangi istoty nadludzkiej. Przewrót zostawił po sobie zniszczenia i liczne ofiary.

Mój zaułek ‘67

Kapuściński mieszkał w Lagos w dzielnicy afrykańskiej. Biali dziwili mu się, że pragnie mieszkać w tak ciężkich warunkach, czarni natomiast wątpili, że uda mu się przetrwać. Jednak reporter uparł się i wynajął od pewnego Włocha dwupokojowe mieszkanie nad dawno nieużywanym składem narzędzi. Odkąd tam zamieszkał, regularnie był okradany, nawet gdy nie opuszczał mieszkania na zbyt długi czas. Dla niego kradzież była tylko upokorzeniem, natomiast dla przeciętnego Afrykańczyka, mieszkającego najczęściej na ulicy, był to wyrok śmierci. Ludzie mający więcej szczęścia posiadali jeden przedmiot, którym zarabiali na życie, więc jego utrata oznaczała utratę źródła dochodu i szansy na przetrwanie. Któregoś dnia Kapuścińskiego odwiedził Nigeryjczyk Sulejman. Zaprowadził reportera na targ, gdzie sprzedawano różnego rodzaju talizmany i kazał mu kupić pęk piór białego koguta. Gdy wrócili do mieszkania, Nigeryjczyk powiesił zakup nad drzwiami. Od tej pory Kapuściński przestał być okradany.

Salim

Kapuściński na Saharze w Mauretanii czekał na jakiś transport. Po dość długim czasie zjawił się samochód prowadzony przez Maura Salima, który zgodził się zabrać podróżnika. Reporter nie znał języka Maura, dlatego nie miał zbyt wielu sposobów na nawiązanie znajomości. Poza tym okazało się, że jadą w kierunku, który nie odpowiadał Kapuścińskiemu. Po jakimś czasie wóz się zepsuł. Wokół był tylko piasek, a w samochodzie cztery bukłaki wody. Przeraźliwie grzało słońce. Maur próbował naprawić silnik, ale kompletnie mu to nie wychodziło. Kapuściński usiadł w cieniu samochodu i myślał o tym, że kierowca pewnie go zabije, żeby mieć więcej wody dla siebie, jeśli zaś nawet nie, to z pewnością obaj umrą w ciągu doby. Z gorąca zaczął mieć halucynacje. Wydawało mu się, że widzi oazę, którą próbował pokazać Maurowi. Salim zorientował się, że to halucynacje spowodowane wielkim pragnieniem i podał Kapuścińskiemu bukłak z wodą. Potem obaj weszli pod samochód, bo tylko tam było trochę cienia. Kiedy wydawało się już, że umrą na pustyni, pojawiła się ciężarówka.

Lalibela ‘75

Środkowa Etiopia. Kapuściński wybrał się z Sahlu do Lalibeli. Sahlu miał tam odebrać ładunek skór. Podróżować mogli tylko za dnia, ponieważ nocą po drogach grasowały bandy nazywane shiftą. Dlatego na rogatkach miast stały posterunki policji i funkcjonariusze obliczali, czy dany podróżnik ma szanse dotrzeć do celu za dnia. Jeśli nie, zawracali go. W drodze Sahlu zatrzymał się w miejscowości Debre Sina. Na tamtejszym targu stały stragany z różnymi rodzajami żywności, a na bocznych uliczkach ludzie umierali z głodu. Jedzenia w kraju było wystarczająco dużo, ale gdy przychodziła susza, ceny żywności osiągały taki poziom, że ludzie z wiosek nie byli w stanie kupić sobie jedzenia. Gdy dojechali do Lalibeli, otoczył ich spory tłum chłopców. Każdy chciał być wybrany na przewodnika, ponieważ była to jedna szansa na jakiś zarobek, a więc i na posiłek.

Amin

Amin to jeden z najbardziej znanych dyktatorów afrykańskich. Rządził przez osiem lat w Ugandzie. Wychował się na ulicy. Jeszcze za rządów kolonialnych Anglicy zwerbowali go do wojska. Doszedł do stopnia generała, a gdy Uganda uzyskała niepodległość w 1962 roku, był już zastępcą dowódcy armii. Gdy groziło mu aresztowanie z rozkazu ówczesnego władcy Ugandy Miltona Obote, dokonał zamachu stanu i przejął władzę. Swoje rządy oparł na wojskowych, pochodzących często spośród najbiedniejszej ludności sudańskich plemion. Po kraju rozlała się fala terroru. Amin powszechnie stosował tortury. Coraz częściej zdarzało się, że ktoś wychodził z domu i nie wracał. Dyktator natomiast pławił się w luksusie. Jego rządy skończyły się dość groteskowo – wypowiedział wojnę Tanzanii, a gdy tanzańskie wojska wkroczyły na terytorium Ugandy, uciekł do Arabii Saudyjskiej, która udzieliła mu schronienia. Tanzania w tej wojnie straciła jedynie jeden czołg.

Zasadzka

W 1988 roku Kapuściński podróżował z konwojem prezydenta Ugandy Museviniego, który chciał nawiązać dyplomatyczne stosunki z rebeliantami. Przeważnie byli to ludzie z armii byłych dyktatorów, którzy palili i grabili północną część kraju. Konwój zatrzymał się w miasteczku Soroti. Było to główne miasto ludu Iteso. Największym skarbem była dla nich krowa. Wśród miejscowych panował również zwyczaj, że kobiety klękały przed przechodzącym mężczyzną i podnosiły się dopiero wtedy, gdy je pozdrowił. Niedaleko żył też lud Karamodżong. Jego członkowie chodzili nago, ponieważ uważali, że ludzkie ciało jest piękne, a ubranie sprowadza śmierć. Również otaczali krowy szczególnym szacunkiem i byli przekonani, że wszystkie należą do nich. Z tego powodu organizowali łupieżcze wyprawy na sąsiednie plemiona, by odebrać im stada.

Gdy konwój wyjechał z Soroti, wpadł w zasadzkę. Zorganizowanie zasadzki było w Afryce najpewniejszym sposobem na zdobycie pożywienia i broni.

Będzie święto

Lata 90., Uganda. Kapuściński wybrał się z Kampali z przyjacielem Godwinem do jego rodzinnej wioski. Przed domem pochowani byli przodkowie. Niektóre plemiona chowają ich nawet pod podłogą domu, byleby tylko byli jak najbliżej, a żywi mogli być stale pewni ich opiekuńczej obecności. Po przespanej nocy Godwin razem z Kapuściński odwiedzał swoich sąsiadów. Zwyczaj nakazuje, by przyjeżdżający z miasta człowiek obdarowywał znajomych ze wsi, dlatego Godwin zostawiał w każdym domu trochę pieniędzy. Spotkali Simona, który był w wiosce bogaczem, bo miał rower. Za drobną opłatą przewoził towary handlarek na targ, inaczej nie mogłyby ich tam dostarczyć. Najbiedniejsi w Afryce są właśnie ci, którzy mieszkając daleko od miast i nie mając żadnego środka transportu, nie mogą handlować nawet tym, co uda im się wyhodować.

Na początku roku kilka rodzin zbiera grosz do grosza i kupuje wspólną krowę. W święta Bożego Narodzenia zabijają ją i organizują jedyną w roku prawdziwą ucztę.

Wykład o Ruandzie

Ruanda to górzysty kraj zamieszkiwany przez lud Banyaruanda. Od wieków panował tam system podobny do feudalizmu europejskiego: na czele stał król otoczony kastą arystokratów – Tutsi. Mieli oni monopol na posiadanie krów i bezpośredni dostęp do władzy. Większość, 85% ludności, to Hutu – rolnicy, którzy jedynie mogli dzierżawić bydło od Tutsi. Od końca I wojny światowej Ruanda była kolonią Belgii. W latach 50., gdy Afryka zaczęła powoli zyskiwać niepodległość, także Tutsi zapragnęli wolności. Wówczas Belgowie poparli Hutu i w 1959 roku doszło do rewolucji i rzezi. Władzę przejęli Hutu. W 1973 roku doszło w Ruandzie do zamachu stanu i władzę przejął Habyarimana – Hutu. Powoli Ruanda stawała się prywatnym państwem jego rodziny.

Tutsi szykowali się jednak do zemsty. Cześć wyszkoliła się w ugandyjskiej armii i w 1990 roku partyzanci wkroczyli do Ruandy. Może sprawa zakończyłaby się mniejszą ilością ofiar, gdyby Habyarimana nie zwrócił się o pomoc do prezydenta Mitteranda. Francja zaangażowała się w wojnę domową. Doszło do patowej sytuacji, ponieważ Tutsi z Ugandy nie chcieli prowadzić wojny z Francją. W międzyczasie intelektualiści z Hutu wypracowali ideologię, która mówiła, że jedynym wyjściem jest całkowite zgładzenie Tutsi. Tak doszło do niewyobrażalnej rzezi w roku 1994. Podaje się, że zginęło od 500 tysięcy do miliona osób (W latach 50. Ruanda liczyła 2,6 miliona mieszkańców).

Czarne kryształy nocy

Kapuściński pewnego razu dotarł do małej wioski w zachodniej Ugandzie. Kiedy po przespanej nocy zapytał swojego kierowcę, czy wie, jaki lud ją zamieszkuje, ten odpowiedział, że są to Amba, źli ludzie.

W Afryce panuje przekonanie, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli wydarza się jakieś zło, zawsze jest ono wynikiem czarów. Istnieją dwa rodzaje czarowników: czarownik będący złem wcielonym, diabłem oraz czarownik-rzemieślnik, który nie jest samym złem, a jedynie wyuczył się zawodu. Czary pierwszego oznaczają nieszczęście dla całej rodziny ofiary, zaklęcia drugiego są słabsze, bo ten może szkodzić jedynie jednostkom i to przy wykorzystaniu szczególnych środków. Afrykańczycy przeważnie lokalizują czarowników wśród obcych: klanów, plemion, ludów. U Amba jest inaczej, ponieważ wierzą oni, że czarownicy żyją wśród nich. Prowadzi to do bratobójczych, wyniszczających ten lud, wojen.

Ci ludzie, gdzie są?

Kapuściński dotarł do Itang, obozu uchodźców sudańskich w zachodniej Etiopii. Okazało się, że ze 150 tysięcy ludzi pozostało tylko około stu, może dwustu, a reszta postanowiła wrócić do Sudanu.

Sudan był sztucznie stworzoną kolonią angielską. Anglicy umieścili w jednym państwie islamskich Arabów (północ) z chrześcijańskimi i wyznającymi animizm Murzynami (południe). Wiadomo było, że takie współistnienie jest niemożliwe, zwłaszcza że bogata północ uciskała słabsze i biedne południe. I o to chodziło, bo Anglicy chcieli nadal kontrolować ten teren, a umożliwiało im to występowanie w roli rozjemców. W 1956 władzę w (już niepodległym) państwie przejęła grupa arabskich latyfundystów z północy. Południe nie chciało się podporządkować i wybuchła wojna, największa i najdłuższa w Afryce [Traktat pokojowy podpisano w 2005 roku].

Studnia

Somalijczycy to w większości lud nomadów, koczowników. Wyznają islam i wypasają stada wielbłądów, owiec i kóz. Najważniejsze są wielbłądy, ich ilość stanowi miarę bogactwa. Somalijczycy dzielą się na rozliczne klany, te zaś na rodziny. O ich tożsamości stanowią właśnie powiązania krwi. Zasadniczo poszczególne klany żyją ze sobą w pokoju, jeśli rok jest dobry, nie ma dotkliwej suszy, a pastwisk wystarcza dla wszystkich stad. Jeśli jednak nadchodzi susza, zaczyna się rywalizacja o wodę. Często wiele studni wysycha i klan powoli wymiera w drodze do kolejnego źródła. Najdłużej wytrzymują mężczyźni i wielbłądy. Gdy nie znajdą studni w odpowiednim czasie, pasterze umierają przy swoich zwierzętach i nie pozwalają się od nich oddzielić.

Dzień we wsi Abdallah Wallo

We wsi (znajdującej się w Senegalu) wszystko biegło ustalonym rytmem. Ludzie byli tam szczęśliwi, bo niedaleko płynęła rzeka. Rano dziewczęta wychodziły po wodę. Były starannie ubrane, bo to wieś islamska i kobieta nie może niczym kusić mężczyzny. Część wychodziła na dość oddalone od wioski pola (w najbliższej okolicy była tylko goła ziemia) w nadziei, że może za jakiś czas zbiorą plon. Kobiety wychodziły szukać drewna, by móc później ugotować ryż. Jadło się właściwie tylko jeden posiłek i zawsze taki sam: ryż polany ostrym sosem. Różnica między biednym i bogatym polegała tylko na ilości tego pożywienia, ale gdy przychodził ciężki rok, wszyscy głodowali. W południe życie w wiosce zamierało z powodu upału.

Zrywając się w ciemnościach

Afryka najczęściej traktowana jest przedmiotowo, zawsze jako gorszy kontynent, któremu ewentualnie trzeba wysłać transporty żywności lub leki. Jednym z głównych problemów Afryki jest to, że nie ma inteligenckiej klasy średniej. Wykształcony Afrykańczyk ucieka na Zachód, zwłaszcza gdy we własnym kraju jest prześladowany. Charakterystyczne dla tego kontynentu jest również to, że właściwie połowa mieszkańców nie przekroczyła 15 roku życia. Dzieci odpowiadają za transport wody, dzieci handlują, dzieci są żołnierzami. Poza tym cała Afryka znajduje się w ruchu. Ludzie przemieszczają się w poszukiwaniu pożywienia i wody, uciekają przed rzeziami. To wszystko powoduje, że dotąd cały kontynent jest niespokojny i panuje na nim gospodarcza stagnacja, a nawet zdaje się, że z biegiem czasu Afryka coraz bardziej ubożeje.

Stygnące piekło

W pierwszej połowie XIX wieku liberalni Amerykanie postanowili wywieźć wyzwolonych czarnych niewolników z powrotem na kontynent afrykański. Byli to potomkowie tych, którzy zostali złapani przez handlarzy i sprzedani na targach niewolników w USA. Po powrocie na swój rodzimy kontynent zachowali niestety system, w którym wyrośli. Teraz to oni stali się panami, a rdzenna ludność niewolnikami. Ponieważ władcy nie mogli odróżnić się od poddanych kolorem skóry, nosili fraki, meloniki, a panie chodziły w sztywnych krynolinach. Doszło nawet do tego, że handlowali swoimi pobratymcami i sprzedawali ich w niewolę do innych państw.

Państwo Liberia funkcjonowało tak do 1980 roku. Potem jeden z wojskowych, Doe, pochodzący z rodzimej ludności, zamordował ze swoimi kolegami ówczesnego prezydenta republiki Tolberta. Przejął władzę i wykorzystywał ją dla własnych celów. Jego dawni koledzy stworzyli swoje armie i zaczęli z nim walczyć. Każdemu chodziło tylko o prywatne zyski. W końcu Doe został schwytany i zamęczony na śmierć. Władze przejął kolejny watażka.

Prywatne armie są największym nieszczęściem Afryki. Powstaje ich niezliczona ilość, ponieważ bardzo łatwo zwerbować ludzi. Wystarczy obiecać im niewielką ilość pożywienia lub zaopatrzyć w broń, by żywili się na własną rękę. Takie wojska palą i grabią własne kraje, dlatego w Afryce więcej jest wojen domowych niż konfliktów międzypaństwowych.

Leniwa rzeka

Dominikanie – misjonarze z Polski – zabrali Kapuścińskiego do Wielkiego Lasu w Kamerunie. Trwa tam wieczna wycinka drzew, a mieszkańców lasu jest coraz mniej. Po drodze zatrzymali się nad rzeką, nad którą oblani potem Kameruńczycy płukali grudki ziemi. Jeśli któryś z nich znalazł ziarnko złota, szedł do Arabów siedzących przed swoimi namiotami i sprzedawał znalezisko za grosze. Nikt nie zaoferowałby mu większej ceny. Celem podróży była misja. Dotarli tam wieczorem. Następnego dnia rano dwóch dominikanów odprawiało mszę, w której brali udział jedynie reporter i mały chłopiec.

Madame Diuf wraca do domu

Podróż pociągiem z Dakaru (Senegal) do Bamako (Mali). W przedziale podróżują z Kapuścińskim Madame Diuf, jak sama się przedstawia – handlarka z Bamako oraz dwoje młodych Szkotów. Co jakiś czas pociąg zatrzymuje się na jakiejś stacji, a dziesiątki małych sprzedawców i kobiet zbliżają się do okien wagonu, by zaoferować swoje towary. Za każdym razem Madame Diuf kupuje coraz więcej, a że sama jest pokaźnych rozmiarów, ostatecznie, gdy podróż zbliża się do swojego kresu, nie ma już miejsca w przedziale dla trójki Europejczyków.

Sól i złoto

Tuaredzy to lud jasnoskórych Berberów od wieków żyjących w głębi Sahary. Zajmują się wypasaniem stad i są zamkniętą społecznością, traktującą czarnoskórych Afrykańczyków z wyższością. Między nimi a rolniczymi ludami Bantu, które prowadzą osiadły tryb życia, trwa nieustanny konflikt. Bardzo często Tuaredzy napadają na wioski, przywłaszczają sobie stada, a z czarnej ludności robią niewolników. Napady nasilają się zwłaszcza w okresach suszy, gdy saharyjskie studnie wysychają, a Tuaredzy są zmuszeni pędzić swoje stada na ziemie Bantu. Od wieków zajmowali się także handlem: sól transportowaną z wnętrza Sahary wymieniali na złoto. Dzisiaj ich liczbę szacuje się na około pół miliona, może milion. Powoli wymierają.

Oto Pan jedzie na obłoku lekkim

Kapuścińskiemu udało się dostać na niedzielne nabożeństwo jednej z sekt chrześcijańskich w Nigerii. Nie jest to prosta sprawa, bo wszelkie zgromadzenia religijne w Afryce starają się być ekskluzywne i w pewnym stopniu niedostępne, ponieważ wszyscy chcieliby do nich należeć. Członkostwo wiąże się często z dostępem do pomocy ekonomicznej i medycznej. W czasie kazania kapłan główny nacisk kładł na to, że w każdym z obecnych jest grzech. To dość kłopotliwa sprawa, bo Afrykańczycy zasadniczo nie znają tego pojęcia. Złe jest tylko to, co się zmaterializuje (nie ma złych myśli czy intencji), poza tym dopiero wtedy, gdy ktoś się o tym złu dowie. Można wiec oszukiwać, dopóki nie zostanie się wykrytym. Wykrycie jednocześnie unicestwia zło, bo jest automatyczną karą za nie.

Dziura w Ontishy

Ontisha (Nigeria) to miejscowość, w której jest największy rynek w Afryce. Tam właśnie wybierał się Kapuściński, jednak kilka kilometrów przed celem utknął w korku ciężarówek na Oguta Road. Okazało się, że w drodze jest ogromna dziura, której nie można ominąć, ponieważ w tym miejscu jest zbyt wąsko. Każdy samochód musiał więc najpierw wjechać w grzęzawisko, a potem być wyciąganym na drugą stronę przez ochotników. Dla podróżnych oznaczało to kilkudniowy postój. Paradoksalnie dziura okazała się dla okolicy błogosławieństwem. Można było zatrudnić się przy wyciąganiu samochodów, wzmógł się handel, miejscowi szybko pisali na swoich domach: „Hotel”, kwitło życie towarzyskie. Afrykańczycy imający się najprzeróżniejszych zawodów nigdy nie marnują takich okazji.

Sceny erytrejskie

Erytrea to najmłodsze z państw afrykańskich. Przed uzyskaniem niepodległości przechodziła z rąk do rąk, stając się w końcu kolonią Etiopii. Kiedy władze tej ostatniej ogłosiły Erytreę prowincją Etiopii, ludność zbuntowała się i zaczęła walczyć o wolność. W przeciwieństwie do większości wojen afrykańskich, ta nie była tylko jedną wielką grabieżą. Erytrejczycy byli zorganizowani i zdyscyplinowani, każdy żołnierz musiał umieć czytać. Wojna skończyła się w 1991 roku, a dwa lata później Erytrea stała się samodzielnym państwem. Jest to kraj dwóch rodzajów ludności i klimatów. Na chłodnych wyżynach mieszkają chrześcijanie obrządku koptyjskiego, natomiast w koszmarnie upalnych dolinach islamiści.

W cieniu drzewa, w Afryce

Drzewo dla Afrykańczyka jest życiodajne, a to z tego powodu, że gdy z nieba leje się prawdziwy żar, jego cień stanowi jedyne schronienie. W prowizorycznych chatach trudno chować się przed słońcem. Bardzo często pokryte są one falistą blachą, która w południe rozgrzewa się do czerwoności, a pomieszczenia zamienia w piec. W cieniu drzewa odbywają się najważniejsze wydarzenia w wiosce: jeśli jest w niej nauczyciel, tam gromadzi swoich uczniów, popołudniami pod drzewem odbywają się narady, a wieczorem ludzie zbierają się, by słuchać opowieści, w których realność nierozdzielnie połączona jest z fikcją. Te historie stanowią o ich tożsamości.

Polecamy również:

Komentarze (0)
Wynik działania 1 + 5 =
  • Najnowsze
  • Losowe
Ostatnio komentowane
I cóż miał rację Marek Aureliusz który chciał podbić Germanię uderzeniem przez Mor...
• 2024-07-06 19:45:33
"Treść wiersza bezpośrednio nawiązuje też do istniejących wówczas, tajnych układó...
• 2024-07-02 05:43:44
O tym, że zmienne w czasie pole elektryczne jest źródłem pola magnetycznego, napisał ...
• 2024-06-27 07:25:33
ok
• 2024-06-05 13:52:17
nadal nie umiem tego napisać
• 2024-06-04 10:48:42