Żeńcy

„Żeńcy” to osiemnasty z kolei utwór z tomu dwudziestu „Sielanek”, a zarazem najbardziej dziś znany wiersz Szymonowica. Ukazuje on sytuację chłopek ciężko pracujących na polu pod okiem okrutnego Starosty.

Utwór został napisany w formie dialogu między dwiema chłopkami, Oluchną i Pietruchą, do głosu dochodzi też Starosta. Z rozmowy kobiet wyłania się obraz ponurej codzienności chłopskiego życia. Obie narzekają na ciężka pracę i nieludzkiego nadzorcę.

Ważną rolę w tworzeniu nastroju i ukazywaniu rzeczywistości mają tutaj ludowe pieśni funkcjonujące na zasadzie refrenu. Pracujące ciężko kobiety powtarzają przyśpiewkę:

(…) Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!/ Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego./ Ciebie czasem pochmurne obłoki zasłonią,/ Ale ich prędko wiatry pogodne rozgonią (…).

Refren ma znaczenie kompozycyjne, stanowi swego rodzaju klamrę – na zasadzie zamknięcia czy też uwięzienia, kreuje gorzki obraz wiejskiej rzeczywistości. Ludzie często śpiewali przy pracy, co pozwalało nadać jej odpowiedni, równy rytm. Jednak słowa i – jak można się domyślać – melodia przytoczonych w wierszu przyśpiewek jest smutna, mówi bowiem o ciężkiej pracy i okrucieństwie Starosty.

Akcja utworu rozpoczyna się w południe, a ze słów bohaterek wynika, że pracują od samego świtu. O tej porze doskwiera im już zmęczenie i dotkliwy głód. Obawiają się jednak narzekać, ponieważ może to wywołać gniew Starosty, który często dobywa bicza:

(…) Abo nie widzisz bicza za pasem u niego?/ Prędko nas nim namaca; zły frymark - za słowa/ Bicz na grzbiecie (…)

niedługo potem kobiety słyszą jak Starosta bije Maruchnę.

Sielanka ukazuje w ciemnych barwach stosunki panujące na ówczesnej wsi. Chłopi są gnębieni, zmuszani do wysiłku ponad swoje siły, kobiety pracują od samego świtu do nocy, doskwiera im głód i ciągły lęk przed karą cielesną. Starosta, urzędnik nadzorujący pracę w imieniu właściciela ziemskiego, jest człowiekiem okrutnym i porywczym. Łatwo wpada w gniew, a rozgniewany szybko sięga po bicz. Nie lubi narzekania i ciągle ponagla zmęczonych żniwiarzy.

Do dialogu Szymonowic wplótł też partię na temat roli gospodyni. Komentując zajście z Maruchną, bohaterki stwierdzają, że Starosta łatwo wpada w gniew, ponieważ ma złą gospodynię, następuje w tym miejscu jej opis:

(…) Jako żywo krowy/ Ręką swą nie doiła; gadać o tym słowy/ Tylko umie a stroić po domu fasoły/ Kucharkom łajać. Z pustej nie wyjdzie stodoły,/ Jedno sowa. Ogórki wczora kwasić chciała;/ Tak to robiła, że się wszystka czeladź śmiała./ A w karczmie abo w tańcu ptak jej nie doleci/ Gdy podołek rozpuści, wymiecie i śmieci (…).

W dalszej części kobiety rozważają, jaka powinna być dobra gospodyni i co odróżnia ją od sługi. Utwór kończy charakterystyczne dla Starosty wezwanie na upragniony obiad:

(…) Pietrucho, prawieś mi się sianem wykręciła:/ Ta nahajka mocno się na twój grzbiet groziła./ Kładźcie sierpy, kupami do jedła siadajcie,/ W kupach jedzcie, po chrustach się nie rozchadzajcie.

Szymonowic jest przede wszystkim bacznym obserwatorem rzeczywistości. Wskazuje na nieprawidłowości w relacjach pomiędzy panami a chłopami. Ubolewa on nad niedolą tych ostatnich głównie poprzez tworzenie realistyczne obrazków z wiejskiego życia.