Opis przygody Ani Shirley

Opowiadanie o tym, jak Gilbert przezwał Anię Shirley

Początek szkoły był dla Ani prawdziwym przeżyciem. Zarówno ona, jak i jej opiekunowie przygotowywali się do tego nowego etapu w jej życiu. Obawy były niepotrzebne – okazało się, że dziewczynka jest bardzo zdolna i szybko się uczy. Pierwsze trzy tygodnie minęły spokojnie. Ania była bardzo zadowolona i wysuwała się na pozycję najlepszej uczennicy w klasie. Wszystko układało się pomyślnie aż do momentu, gdy w klasie pojawił się Gilbert Blythe. Diana, przyjaciółka Ani, powiedziała jej, że Gilbert zawsze był prymusem i na pewno będzie z nią rywalizował w nauce.

Ania nie zwracała uwagi na nowego kolegę. Kiedy Diana pokazała jej Gilberta po raz pierwszy, chłopiec, który zawsze był chętny do psot, zajęty był przytwierdzaniem szpilką do ławki warkocza Ruby Gillis. Kiedy się odwrócił, zerknął na Anię porozumiewawczo. Ona pozostawała jednak obojętna. Gilbert bardzo starał się zwrócić na siebie uwagę Ani, a ponieważ nic nie przynosiło skutku, w końcu pociągnął ją za warkocz i nazwał „marchewką”. To, co miało być żartem, stało się początkiem prawdziwej wrogości. Chłopiec uderzył w czuły punkt Ani – rude włosy były jej największym kompleksem. Nikomu nie pozwalała z nich kpić, nawet pani Linde, a tym bardziej Gilbertowi. A że dziewczynka miała gwałtowny charakter, zerwała się z miejsca i z całej siły uderzyła winowajcę w głowę trzymaną akurat w ręce tabliczką. Tabliczka pękła, a wszystkie oczy zwróciły się w ich stronę.

Ania nie chciała wyjaśnić, dlaczego tak się zachowała. Chociaż Gilbert próbował wziąć winę na siebie, nauczyciel ukarał dziewczynkę, każąc jej stać pod tablicą z napisem: „Andzia Shirley ma bardzo brzydki charakter. Andzia Shirley powinna się starać panować nad swą złością”. Użycie znienawidzonej przez nią formy imienia „Andzia” było dodatkowym upokorzeniem, ale dumna dziewczynka stała z podniesioną głową, obiecując sobie, że już nigdy nie odezwie się do Gilberta.

Wytrwała w swoim postanowieniu aż cztery lata, niejednokrotnie wracając myślą do chwili, kiedy nazwał ją „marchewką”. Jak się okazało, ten nieszczęśliwy początek znajomości był też początkiem prawdziwej miłości.