Na wsi

Krajobraz przed zagładą

„Na wsi” to wiersz Czechowicza, który – posługując się językiem Jerzego Jarzębskiego – można by nazwać obrazem „krajobrazu przed zagładą”. Poeta przedstawia bowiem wiejski pejzaż jako spokojną, sielską Arkadię, niejako na moment przed zbliżającym się kataklizmem. Oto jest pełnia lata, pachnie siano, pola są pełne złotych zbóż, a cała wieś przygotowuje się do spoczynku: „mleczne krowy wracają do domostw”.

Ów senny krajobraz emanuje łagodnością i bezpieczeństwem. Wszystko odbywa się według ustalonego rytmu. W wierszu dominuje jasna, świetlista kolorystyka, która czyni przedstawiony krajobraz podobnym do impresjonistycznych obrazów. Obrazy są nieco rozmyte, niejednolite i niewyraźne: pola „złotolite”, „rozbłyskane blachy”, srebrna chusta księżyca, „kula białego puchu” – dmuchawiec. Szczególną rolę w portretowaniu otoczenia pełni oświetlenie: inne popołudniem, podczas zmierzchu i w nocy.

Wiersz jest jednocześnie niesłychanie muzyczny. Melodię tekstu tworzą odgłosy wioski: „słońce dzwoni w rzekę”, „świerszczyki świergocą”, rozlega się dźwięk „kantyczki”. Ta muzyczność współgra z optymistyczną kolorystyką i specyficznie ukazanymi elementami krajobrazu. Czechowicz wyraźnie stylizuje bowiem pejzaż na kraj lat dziecinnych. Mowa tu o „chmurkach”, „mlecznych krowach” czy o kantyczce, która przytula do poety „dziecięce policzki”.

Przeważają metafory o charakterze personifikacji: „księżyc idzie”, „chmurki siedzą”, charakterystyczne dla prostej i naiwnej wizji świata. Sam tekst przypomina zatem dziecięcą kołysankę.

Widmo lęku

W tym uporządkowanym, onirycznym świecie pojawia się jednak widmo zbliżającego się zagrożenia. Nie mówi się o nim wprost, istnieje ono raczej w sferze podświadomych lęków i przeczuć. Pełnia lata sugeruje nadchodzącą jesień i zimę, jest więc symbolem świata, który znalazł się w okresie przesilenia i zbliża się do katastrofy. Opis sielskiego krajobrazu zostaje niespodziewanie zakłócony pytaniem retorycznym: „czegóż się bać”. Okazuje się zatem, że podmiot wiersza doznaje lęku, który stara się odpędzić, obserwując wiejski krajobraz. Ostatnia strofa pełni już wyraźnie funkcję uspakajającą, na co wskazuje rozpoczęcie jej od słowa „przecież”:

przecież siano pachnie snem
a ukryta w nim melodia kantyczki
tuli do mnie dziecięce policzki
chroni przed złem

Pada tu słowo „zło”, które tym samym wdziera się do świata przedstawionego i stanowi dla niego bliżej nieokreślone zagrożenie. Można więc powiedzieć, że wiersz jest stylizowany na łagodną, dziecięcą kołysankę, która stanowi rodzaj autoterapii: ma odpędzić przerażające przeczucie nadciągającej katastrofy.