Ze szczytu schodów

Wiersz „Ze szczytu schodów” powstał jeszcze w latach 50., ale ze względu na ostrą cenzurę mógł ukazać się dopiero w 1983 r. w zbiorze „Raport z oblężonego miasta i inne wiersze”.

Utwór zawiera obraz hierarchicznego podziału społeczeństwa na tych „na szczycie schodów”, czyli będących u władzy, i tych na samym dole – „sprzątaczy placów”. Schody wydają się stanowić przeszkodę nie do przebycia, oddzielającą konsekwentnie dwa światy. Podmiot liryczny utożsamia się z prostymi ludźmi, nazywanymi „zakładnikami lepszej przyszłości”. Wyraża się w pierwszej osobie liczby mnogiej: „co innego my”, gdzie owo „my” stoi w opozycji do „oni”, czyli ludzi władzy.

„Sprzątacze ulic” to ludzie pracy, uczciwi obywatele zmuszeni do ciągłego wysiłku w imię bliżej nieokreślonej lepszej przyszłości. Herbert tak charakteryzuję tę grupę:

(…) jesteśmy cierpliwi/ żony nasze cerują niedzielną koszulę/ rozmawiamy o racjach żywności/ o piłce nożnej cenie butów/ a w sobotę przechylamy głowę w tył/ i pijemy (…).

To poetycki obraz codzienności zwykłych ludzi. Ich życie to przede wszystkim praca i troska o zaspokojenie podstawowych potrzeb. Z braku czasu i środków rozrywki tej grupy ograniczają się do sportu i picia alkoholu. Obraz egzystencji prostego obywatela jest szary i przygnębiający.

„Oni” należą do innej rzeczywistości. Zwykłym obywatelom ukazują się rzadko, nie rozmawiają z nimi, przeciwnie – gestem nakazują milczenie. Jest to alegoria cenzury, która zabrania poruszać pewne tematy. Między tymi dwoma światami brak komunikacji. Świadczy o tym nierealne marzenie podmiotu lirycznego, by ludzie „ze szczytu schodów” kiedyś z nimi zwyczajnie porozmawiali, „jak człowiek z człowiekiem”, bez używania napuszonych frazesów i politycznej nowomowy.

Mimo niezadowolenia i poczucia ucisku, podmiot liryczny odrzuca możliwość rewolucji. Nie wierzy w to, że gwałtowny zryw i strącenie głów tych, „którzy stoją na szczycie”, przyniesie zmianę na lepsze: „wiemy jak łatwo odrastają głowy/ i zawsze na szczycie zostaje/ jeden albo trzech”. Śmierć kilku przywódców nie obali systemu, ich miejsce zajmą nowi, którzy przywrócą dawny porządek. Dlatego poeta odcina się od rewolucjonistów: „nie jesteśmy z tych/ co zaciskają pięści”, a ich ideologię nazywa bajką.

Wymowa wiersza jest pesymistyczna, utwór nie pozostawia nadziei na poprawę sytuacji zwykłego człowieka. Pozostaje mu tylko podporządkowanie władzy. Podmiot liryczny wyraża przekonanie, że nic się nie zmieni:

(…) więc dalej/ będziemy uprawiali/ nasz kwadrat ziemi/ nasz kwadrat kamienia/ z lekką głową/ papierosem za uchem/ i bez kropli nadziei w sercu (…).