Lord Jim
Powieść składa się z czterdziestu pięciu rozdziałów. Tekst poprzedzony jest dedykacją: Państwu G. F. W. Hope z wdzięcznym przywiązaniem wieloletniej przyjaźni (5)5, a także mottem: Jest pewne, że moje przekonanie staje się nieskończenie silniejsze z chwilą, gdy uwierzy w nie inna dusza – Novalis (6) i przedmową autora. Pisarz odpowiada w niej na zarzuty krytyków stwierdzeniem, że możliwe jest snucie długich opowieści i pod tym względem rozległe partie narracyjne są jak najbardziej uzasadnione.
Powieść zaczyna się charakterystyką tytułowego bohatera: Brakowało mu cal – może dwa – do sześciu stóp wzrostu, byt potężnie zbudowany, a gdy szedł prosto na kogoś, patrząc nieruchomo spode łba, z pochylonymi nieco plecami i wysuniętą głową, przypominał nacierającego byka. Glos miał głęboki, donośny; z zachowania jego przebijała jakby uparta, pewność siebie: w której nie było nic agresywnego (11). Urodził się na plebani (13). [...] Probostwo należało do rodziny już od pokoleń; Jim byt jednym z pięciu synów, a gdy naczytał się lekkiej, wypoczynkowej literatury, ujawniło się jego powołanie do służby na morzu i wysłano go od razu na „statek szkolny dla oficerów marynarki handlowej”.
Nauczył się tam chodzenia po bramrejach i trochę trygonometrii. Lubiono go ogólnie. Był trzecim w nawigacji i wiosłował jako wzorowy w pierwszym kutrze. Nie podlegał zawrotom głowy, a że miał przy tym bardzo silny organizm, wykazał dużo zręczności w pracy na masztach. Jego stanowisko manewrowe było na marsie fokmasztu. Patrzył stamtąd często w dół z pogardą człowieka, który ma błysnąć odwagą wśród niebezpieczeństw (13-14). Jako syn pastora otrzymał odpowiednie wychowanie i wyposażony w system trwałych wartości wyruszył w świat z nadzieją na wspaniałe przygody i okazję, by sprawdzić się jako heroiczny, dzielny człowiek potwierdzający swoim życiem wagę otrzymanych nauk. Dalej można przeczytać wspomnienie zdarzenia na szkolnym statku, podczas praktyki, kiedy to jego koledzy brawurowo popłynęli ratować rozbitków w czasie burzy. On wtedy zawahał się i było za późno, by dołączyć do grupy śmiałków. Chociaż kapitan zrozumiał i zaakceptował jego postępowanie, a Jim lekceważąco odnosił się do przechwałek kolegów, wydarzenie to trwale zakorzeniło się w jego pamięci. Przed sobą samym tłumaczył, że jest stworzony do bardziej odpowiedzialnych i niebezpiecznych zadań. Po dwu latach, kiedy otrzymał dyplom, wyruszył na morze. Jego praca przebiegała zbyt spokojnie, by mógł realizować swoje górnolotne marzenia o odważnych czynach, zaś wypadek, po którym przebywał w szpitalu, związany był z uderzeniem belką podczas sztormu, nie z ofiarną akcją na morzu.
Zwrotnym momentem w życiu Jima stało się podjęcie służby na starym parowcu „Patna”, który przewoził ośmiuset pielgrzymów: kolorowych mężczyzn, kobiety i dzieci. Przybyli z samotnych chat stojących wśród puszczy, z ludnych kampungów, z nadmorskich wiosek. Na zew idei opuścili swe lasy, polanki, opiekę swych władców, swój dobrobyt, swą biedę, krainę swej młodości i groby ojców. Przybyli okryci pytem, potem, brudem, łachmanami – mężczyźni w sile wieku na czele rodzin, wychudli starcy dążący naprzód bez nadziei powrotu; młodzi chłopcy o nieulękłych oczach, rozglądający się ciekawie, trwożliwe dziewczątka o długich , poplątanych włosach, nieśmiałe, zakwefione kobiety, które cisnęły do piersi uśpione niemowlęta, okutane w luźne końce zbrukanych zasłon – nieświadomi pielgrzymi, posłuszni surowym wymaganiom swej wiary (22).
Po wielu monotonnych dobach rejsu, wypełnianych czasem marzeniami Jima o okazjach do wielkich czynów, dno statku zostało uszkodzone. Wypadek groził zatonięciem. Jim przypomniał sobie w tym momencie wszystkie słabości parowca – od przerdzewiałej grodzi po małą liczbę szalup ratunkowych – i zdał sobie sprawę ze śmiertelnego zagrożenia wszystkich podróżujących. Odtąd wypadki następowały po sobie bardzo szybko. Kapitan Niemiec-renegat z Nowej Południowej Walii (22) oraz pozostali biali członkowie załogi bez skrupułów opuścili statek i gwałtownie zachęcali Jima, by również wskoczył do spuszczonej na wodę łodzi.
O zdarzeniach tej nocy czytelnik dowiaduje się z relacji Marlowa, świadka w procesie, podczas którego osądzono i skazano Jima, oraz z bezpośrednio przytoczonych słów samego bohatera, wypowiedzianych podczas rozmowy w restauracji hotelowej (Marlow zaprosił go, by bliżej poznać okoliczności sprawy i zrozumieć motywy działania tego wzbudzającego zaufanie młodzieńca).
Jim postanawia pomóc pielgrzymom uwalnia z umocnienia pozostałe lodzie, ale równocześnie zastanawia się nad reakcją ludzi, dla których braknie w nich miejsca. – Nie mogłem uciekać – zaczął Jim. Kapitan uciekł, niech mu tam. Ja nie mogłem i nie chciałem. Wszyscy oni wykręcili się z tego tak czy owak, ale mnie to nie przystoi (80). Jest w sytuacji niezwykle trudnej, zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie uratować wszystkich podróżnych. Zapewnił mnie, że nie chciał się ratować. Jedna tylko wyraźna myśl to przychodziła mu do głowy, to znikała: ośmiuset ludzi i siedem łodzi; ośmiuset ludzi i siedem łodzi.
– Ktoś mówił głośno w mojej głowie powiedział trochę nieprzytomnie. – Ośmiuset ludzi i siedem łodzi, i ani chwili czasu!
Niech pan się tylko zastanowi. Pochylił się ku mnie nad małym stolikiem, a ja usiłowałem uniknąć jego wzroku. – Czy pan myśli, że balem się śmierci? – zapytał bardzo cicho i zapalczywie. Opuścił na stolik otwartą dłoń z taką silą, że filiżanki od kawy podskoczyły. – Przysięgam, że nie... Nie, na Boga! – Wyprostował się i skrzyżował ramiona; głowa mu opadła na piersi (95-96).
Wywołany w umyśle obraz ludzi topiących się wzajemnie w oszalałych próbach ratunku, gwałtowne okrzyki zachęcające do ratowania własnego życia, moment słabośc...
Powieść zaczyna się charakterystyką tytułowego bohatera: Brakowało mu cal – może dwa – do sześciu stóp wzrostu, byt potężnie zbudowany, a gdy szedł prosto na kogoś, patrząc nieruchomo spode łba, z pochylonymi nieco plecami i wysuniętą głową, przypominał nacierającego byka. Glos miał głęboki, donośny; z zachowania jego przebijała jakby uparta, pewność siebie: w której nie było nic agresywnego (11). Urodził się na plebani (13). [...] Probostwo należało do rodziny już od pokoleń; Jim byt jednym z pięciu synów, a gdy naczytał się lekkiej, wypoczynkowej literatury, ujawniło się jego powołanie do służby na morzu i wysłano go od razu na „statek szkolny dla oficerów marynarki handlowej”.
Nauczył się tam chodzenia po bramrejach i trochę trygonometrii. Lubiono go ogólnie. Był trzecim w nawigacji i wiosłował jako wzorowy w pierwszym kutrze. Nie podlegał zawrotom głowy, a że miał przy tym bardzo silny organizm, wykazał dużo zręczności w pracy na masztach. Jego stanowisko manewrowe było na marsie fokmasztu. Patrzył stamtąd często w dół z pogardą człowieka, który ma błysnąć odwagą wśród niebezpieczeństw (13-14). Jako syn pastora otrzymał odpowiednie wychowanie i wyposażony w system trwałych wartości wyruszył w świat z nadzieją na wspaniałe przygody i okazję, by sprawdzić się jako heroiczny, dzielny człowiek potwierdzający swoim życiem wagę otrzymanych nauk. Dalej można przeczytać wspomnienie zdarzenia na szkolnym statku, podczas praktyki, kiedy to jego koledzy brawurowo popłynęli ratować rozbitków w czasie burzy. On wtedy zawahał się i było za późno, by dołączyć do grupy śmiałków. Chociaż kapitan zrozumiał i zaakceptował jego postępowanie, a Jim lekceważąco odnosił się do przechwałek kolegów, wydarzenie to trwale zakorzeniło się w jego pamięci. Przed sobą samym tłumaczył, że jest stworzony do bardziej odpowiedzialnych i niebezpiecznych zadań. Po dwu latach, kiedy otrzymał dyplom, wyruszył na morze. Jego praca przebiegała zbyt spokojnie, by mógł realizować swoje górnolotne marzenia o odważnych czynach, zaś wypadek, po którym przebywał w szpitalu, związany był z uderzeniem belką podczas sztormu, nie z ofiarną akcją na morzu.
Zwrotnym momentem w życiu Jima stało się podjęcie służby na starym parowcu „Patna”, który przewoził ośmiuset pielgrzymów: kolorowych mężczyzn, kobiety i dzieci. Przybyli z samotnych chat stojących wśród puszczy, z ludnych kampungów, z nadmorskich wiosek. Na zew idei opuścili swe lasy, polanki, opiekę swych władców, swój dobrobyt, swą biedę, krainę swej młodości i groby ojców. Przybyli okryci pytem, potem, brudem, łachmanami – mężczyźni w sile wieku na czele rodzin, wychudli starcy dążący naprzód bez nadziei powrotu; młodzi chłopcy o nieulękłych oczach, rozglądający się ciekawie, trwożliwe dziewczątka o długich , poplątanych włosach, nieśmiałe, zakwefione kobiety, które cisnęły do piersi uśpione niemowlęta, okutane w luźne końce zbrukanych zasłon – nieświadomi pielgrzymi, posłuszni surowym wymaganiom swej wiary (22).
Po wielu monotonnych dobach rejsu, wypełnianych czasem marzeniami Jima o okazjach do wielkich czynów, dno statku zostało uszkodzone. Wypadek groził zatonięciem. Jim przypomniał sobie w tym momencie wszystkie słabości parowca – od przerdzewiałej grodzi po małą liczbę szalup ratunkowych – i zdał sobie sprawę ze śmiertelnego zagrożenia wszystkich podróżujących. Odtąd wypadki następowały po sobie bardzo szybko. Kapitan Niemiec-renegat z Nowej Południowej Walii (22) oraz pozostali biali członkowie załogi bez skrupułów opuścili statek i gwałtownie zachęcali Jima, by również wskoczył do spuszczonej na wodę łodzi.
O zdarzeniach tej nocy czytelnik dowiaduje się z relacji Marlowa, świadka w procesie, podczas którego osądzono i skazano Jima, oraz z bezpośrednio przytoczonych słów samego bohatera, wypowiedzianych podczas rozmowy w restauracji hotelowej (Marlow zaprosił go, by bliżej poznać okoliczności sprawy i zrozumieć motywy działania tego wzbudzającego zaufanie młodzieńca).
Jim postanawia pomóc pielgrzymom uwalnia z umocnienia pozostałe lodzie, ale równocześnie zastanawia się nad reakcją ludzi, dla których braknie w nich miejsca. – Nie mogłem uciekać – zaczął Jim. Kapitan uciekł, niech mu tam. Ja nie mogłem i nie chciałem. Wszyscy oni wykręcili się z tego tak czy owak, ale mnie to nie przystoi (80). Jest w sytuacji niezwykle trudnej, zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie uratować wszystkich podróżnych. Zapewnił mnie, że nie chciał się ratować. Jedna tylko wyraźna myśl to przychodziła mu do głowy, to znikała: ośmiuset ludzi i siedem łodzi; ośmiuset ludzi i siedem łodzi.
– Ktoś mówił głośno w mojej głowie powiedział trochę nieprzytomnie. – Ośmiuset ludzi i siedem łodzi, i ani chwili czasu!
Niech pan się tylko zastanowi. Pochylił się ku mnie nad małym stolikiem, a ja usiłowałem uniknąć jego wzroku. – Czy pan myśli, że balem się śmierci? – zapytał bardzo cicho i zapalczywie. Opuścił na stolik otwartą dłoń z taką silą, że filiżanki od kawy podskoczyły. – Przysięgam, że nie... Nie, na Boga! – Wyprostował się i skrzyżował ramiona; głowa mu opadła na piersi (95-96).
Wywołany w umyśle obraz ludzi topiących się wzajemnie w oszalałych próbach ratunku, gwałtowne okrzyki zachęcające do ratowania własnego życia, moment słabośc...
Uzyskaj pełny dostęp
To tylko 30% calej tresci. Aby uzyskac dostep do calego materialu jak rowniez do wszystkich wypracowan i streszczen na stronie:
Wyślij SMS o treści: koddeszkola na numer 73480
Dostęp ważny przez 1 tydzień
Koszt to tylko 3zł + VAT!!! | Problemy z kodem?
Koszt to tylko 3zł + VAT!!! | Problemy z kodem?
Nie chcesz wysyłać SMS-a?
Zobacz podobne teksty:
- Krzyżacy
- Konrad Wallenrod
- Inny świat
- Folwark zwierzęcy
- Ferdydurke
- Dżuma
- Dziady II i IV
- Dziady III
- Bohiń
- W 80 dni dookoła świata
- Paziowie króla Zygmunta
- Harry Potter i Insygnia Śmierci.
- Harry Potter i Książę Półkrwi
- Inny świat
- Szaleństwa panny Ewy
- Godzina pąsowej róży
- Sto lat samotności
- Ballady Mickiewicza
- Księga dżungli
- Prawiek i inne czasy

- Wycieczka.pl - Najlepsze oferty wycieczek i wczasów nie tylko last minute!
- Disco-polo.pl - Wywiady z gwiazdami, teledyski, mp3, dzwonki oraz karaoke Disco Polo!
- Streszczenia.pl - Szerokie opracowania streszczeń, motywów oraz wielu innych zagadnień literackich!
- Spolszczenia.pl - Wszystkie spolszczenia gier i programów w jednym miejscu!
- Opracowane.pl - Obszerna baza streszczeń dzieł literackich!
Przeszukiwarka, Porady, Ciekawi, Uroda porady, Poradniki, Nauka angielskiego, Szybkie czytanie, Niemiecki - portal językowy, Studia,

